element-01
element-02
element-04
element-05
element-06
element-07
element-08
element-09
element-11
element-13
element-15
element-17
element-19
element-21
nawigacja: Strona główna

Strona 1 z 3  > >>

lut 26, 2021
Na łamach Nowego Dziennika ukazującego się w Nowym Jorku, 6 lutego 2021 roku, ukazała się rozmowa ze mną przeprowadzona praez panią Aleksandrę Ziółkowską-Boehm. Zapraszam do lektury. Poniżej prezentuję tekst, a jeśli ktoś chciałby przeczytać w oryginale, podaję link do Nowego Dziennika:
http://dziennik.com/publicystyka/kultura/kresy-zawsze-wazne/
Z Januszem M. Paluchem rozmawia Aleksandra Ziółkowska-Boehm

Długie lata generalnie nie można było pisać o Kresach. Pierwsza „odwilż kresowa” to rok 1980. Co powinno się zrobić, o czym pisać, by upływający czas nie wymazał z naszej świadomości tematyki wciąż tak ważnej?

– Rok 1980 był prawdziwym karnawałem wolności. Pod znakiem „Solidarności” można było mówić i pisać otwarcie o Kresach, ich polskości, Polakach tam wciąż przecież żyjących. Ta prawie bezcenzuralna wolność nie trwała jednak długo. Po stanie wojennym o Kresach można było czytać w wydawnictwach ukazujących się konspiracyjnie, publikowanych na emigracji i potajemnie przemycanych do PRL-u. Prawdziwą odwilżą dla tematyki kresowej było jednak ukazanie się nakładem Wydawnictwa Ossolineum w 1988 roku książki prof. Stanisława S. Niciei „Cmentarz Łyczakowski”. Później przyszedł rok 1989, zlikwidowano cenzurę i z czasem nastąpił prawdziwy wysyp książek o tematyce kresowej.

Historie Kresowian zawsze zostaną „otwartą, niezagojoną raną”. Pani, jako autorka wspaniałej przecież książki „Lepszy dzień nie przyszedł już”, poświęconej Ormianom i Kresom, wie o tym najlepiej. Nie mogę w tym miejscu nie wspomnieć o pani książce o „innych kresach” – Otwarta rana Ameryki. Wprawdzie inna szerokość geograficzna, inna kultura – ale ból ten sam…


opublikował: janusz
sty 20, 2021

Sokolim piórem o „Ronicie”…

Kiedy rozwadowski „Sokół”, dzisiaj Rozwadowski Dom Kultury Sokół w Stalowej Woli, mógłby w końcu po kapitalnym remoncie otworzyć swe podwoje i rozpocząć działalność, na przeszkodzie stanęła pandemia… Ale i tę pokona nieugięta Maria Rehorowska, która doprowadziła przecież wbrew wszelkim przeciwnościom do obecnego stanu ten niedawno – wszyscy mówili – nadający się do rozbiórki budynek.

Ten charakterystyczny dla Rozwadowa budynek, stojący vis a vis Sądu, nieopodal Szkoły Podstawowej im. Jana III Sobieskiego, powstał w 1906 roku z inicjatywy Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Choć „rozwadowskie sokoły” zerwały się dość późno do lotu, to jednak udało im się wnieść znaczący wkład do skarbnicy polskiego patriotyzmu. A „Sokół” był swoistym centrum kultury i sportu w Rozwadowie. Sala gimnastyczna – najważniejsza dla realizacji celów statutowych Towarzystwa i dominująca w budynku – była wielofunkcyjna – sala kinowa (kto wie, czy nie tam właśnie wyświetlono pierwszy film w Rozwadowie), sala teatralna, spotkań społeczności Rozwadowa, w końcu sala balowa. Był chyba trzy razy remontowany. Po raz pierwszy, w okresie II Rzeczypospolitej, dość późno po zniszczeniach I wojny światowej, kiedy właściwie – w 1936 roku – dokończono też jego budowę – został otynkowany, na frontonie umieszczono rzeźbę sokoła w locie będącego symbolem Towarzystwa, a w północnym styku ścian wbudowano rzeźbę Matki Boskiej Różańcowej. Kolejny kapitalny remont budynek przeszedł w latach1962-64, kiedy pieczę nad budynkiem przejęła Spółdzielnia Pracy „Rozbudowa” w Rozwadowie. Wówczas, w tylnej, południowo-wschodniej części budynku, dobudowano pomieszczenie magazynowe i kotłownię centralnego ogrzewania, położono nową instalację elektryczną, parkiety na podłogach. Ostatni remont, prowadzony był w latach 2017-2020 już przez samorządowe władze Stalowej Woli. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, iż w 1974 roku Rozwadów został włączony do miasta Stalowa  Wola, stracił samodzielność i prawa miejskie, został zwykłą peryferyjną dzielnicą, i przez dziesięciolecia traktowany był przez władze Stalowej Woli jak „piąte koło u wozu”. Ile lat musiało minąć, by władze samorządowe Stalowej Woli dały się przekonać o zabytkowych walorach „miasteczka galicyjskiego”! Ile lat musiał zabiegać ks. prof. Wilhelm Gaj-Piotrowski (1924-2017), by w Stalowej Woli, na bazie jego zbiorów etnograficznych, archeologicznych i historycznych powstało w końcu Regionalne Muzeum w Stalowej Woli, którym dzisiaj władze miasta się przecież szczycą! Szkoda, że nikt nie znalazł zrozumienia dla pomysłu – zainicjowanego nawet założeniem przez ks. prof. Gaja-Piotrowskiego stowarzyszenia– odbudowania budynku ratusza miejskiego, który mógłby przecież pełnić zadania administracji publicznej.

opublikował: janusz
gru 19, 2020

W czas Bożego Narodzenia...

Czekaliśmy z utęsknieniem na święta Bożego Narodzenia. Adwent… Więc poandrzejkowa cisza, spokój… Pamiętam, że na religii kazali robić jakieś lampiony, z którymi mieliśmy chodzić na roraty na szóstą rano… Szczęściem w domu nie było fundamentalizmu religijnego, choć z drugiej strony przecież wczesne wstawanie nie jest złe, nikomu nie zaszkodziło a z czasem nawet procentuje… W końcu zimne, mroczne, niekiedy rozśnieżone poranki roratowe, tchnęły swoistym romantyzmem… Zaspane, milczące dzieci z opiekunami – zazwyczaj babciami, w moim przypadku była to ciocia Marta Moskal, z kolorowymi lampionami w rękach, przedzierały się przez ciemność grudniowego poranka… W Rozwadowie nad ranem latarnie uliczne już nie świeciły – miasto oszczędzało. Przedzieraliśmy się więc przez autentyczną mroczność chodnikiem wzdłuż klasztornego muru. Dopiero przy świątyni jarzyła się jakaś żarówczyna. Ale i w kościele panowała przecież ciemność. Tak nakazywał obyczaj kościelny, wszak lampiony roratowe związane były z przypowieścią o „pannach roztropnych i głupich” oczekujących na oblubieńca z oliwnymi lampkami… Lampion był wykonywany z kartonu. Wycięte otwory zaklejaliśmy kolorowymi bibułkami, na których co sprawniejsi plastycznie, malowali jakieś religijne sceny. W lampionie umieszczało się świecę, ale mający pomysłowych rodziców, w lampionie mieli płaską baterię centry i świecącą małą żaróweczkę od latarki… Zapału religijnego nigdy mi nie wystarczyło na cały okres adwentowy.
Umileniem okresu oczekiwania na święta – czy może na łączące się z nimi ferie zimowe, bo za moich szkolnych czasów ferie zaczynały się dzień przed wigilią i kończyły po święcie Trzech Króli – była wizyta Świętego Mikołaja! Jakaż to radość z odkrywanych pod łóżkiem prezentów! Ale oprócz tych pozostawianych w nocy podarunków, święty zapraszał dzieci a to do rozwadowskiego Sokoła, albo do refektarza u OO. Kapucynów… A tam, strach, płacz i pokonywanie odwagi… Bo przecież jak nie pójdę na scenę, gdzie z siwą brodą biskup woła cię po imieniu, uśmiechając się dobrotliwie i głaszcząc po głowie wręczając podarunki, to nie dostanę paczki…

opublikował: janusz
lis 28, 2020
Ach, jak chciałoby się pójść z Leszkiem Długoszem w tany te romantyczne przez Kraków… Napić się eliksiru poetyckiego ze „szkiełka z Muzeum Czartoryskich”, porozrzewniać się nad irysami w ogrodzie Kossakówki, wędrować z duchami pod rękę w zaczarowanym kręgu Plant, czy wspólnie pogadać z samym Piotrem S., który zamarł na ławeczce przy swej ulubionej cafe Vis à Vis i obserwuje – nie mogąc się nadziwić – co się stało z naszym Krakowem, z nami…
opublikował: janusz
sie 20, 2018
Kornelia - takie imię nosi ta mała dziewczynka w kapeluszu. Portret namalowała w 2018 roku Monika Kozera. Jej cechą od urodzenia jest samodzielność. Upór z jakim to pokazuje dla mnie niesamowity! Skończyła już trzy lata iod ponadroku chodzi do przedszkola. Śpiewa piosenki, mówi wierszyki. Wspina się po wszystkich najtrudniejszych sznurach i drabinkach na placu zabaw, pływa niemal samodzielnie bez strachu. Ma pięknego psa, który dba i pilnuje jej, ale i z wzajenością. Patrzę na dzieci moich córek z podziwem... Wracam pamięcią do przeszłości. Ze śmiechem i wzruszeniem wspominam, gdy rodzice chcieli mnie umieścić w przedszkolu. Tato podstępem zawiózł mnie do przedszkola, gdzie początkowo z zainteresowaniem zostałem. Ale jak kazali mi się położyć spać w południe, po prostu wyszedłem i udałem się w drogę do domu... Gdy przedszkolanka zauważyła moją nieobecność, natychmiast zaalarmowała telefonicznie rodziców! Ponieważ w tamtych czasach cengtrale telefoniczne były obsługiwane przez telefonistki, w jednej niemal chwili połowa mojego miasteczka wiedziała, że ulotniłem się z przedszkola... Nela w przedszkolu przebywa chętnie, nie nudzi się wśród koleżanek i kolegów oraz nniezliczonej pewnie ilości zabawek. Należy jej życzyć pięknego i radosnego dzieciństwa. Jeszcze kilka lat i zacznie się szkoła... Ale jeszcze niech sobie trwa w nieświadomości...
opublikował: janusz
kwi 14, 2018

Nie pamiętam, co było na początku… Czy lektura „Zemsty” Aleksandra Fredry, czy może spektakl teatralny w Teatrze Telewizji? Jakkolwiek, potem nastąpił wysyp czytelniczy kolejnych dramatów Fredry, który mnie do łez rozśmieszał. A w ślad za tym, kiedy tylko była okazja, oglądałem inscenizacje jego dzieł. Salony, szpady, lansady – z jednej strony nie szczędził Fredro współczesnym sobie, ośmieszając ich zachowania, poglądy etc. Z drugiej, choć też wyśmiewana, nauka etykiety, zachowania wobec dam czy choćby dbałość o wygląd zewnętrzny.

opublikował: janusz
gru 24, 2017


Przychodzimy, odchodzimy
leciuteńko
na paluszkach…

Tak odszedł niepostrzeżenie ks. prof. Wilhelm Gaj-Piotrowski. Od lat był już w nienajlepszej formie fizycznej. Ale był, trwał… Odwiedzałem go zawsze podczas swych pobytów w Stalowej Woli. Tak miało być też w ostatni weekend Jego z nami obecności. Przyjechałem do Stalowej Woli w sobotę, a odwiedziny były zaplanowane na niedzielę. Tymczasem w sobotę zatelefonował do rodziców pan Marian Głowacki, który był na wieczornej mszy świętej w kościele św. Floriana. Wtedy poinformowano wiernych o śmierci ks. Wilhelma.

opublikował: janusz
wrz 17, 2017
Ukazała się nowa książka prof. Stanisława Grodziskiego zatytułowana "Za trzecim razem. Zapiski uniwersyteckie z lat 1968, '81, 1989". W tamtych latach prof. Stanisław Grodziski pracował na Uniwersytecie Jagiellońskim, sprawując także funkcje administracyjne. Zdając sobie sprawę z doniosłości wydarzeń, które dotyczyły też UJ, prowadził dziennik. Ten z 1968 pisał do szuflady. W tamtych czasach jedynie słuszna siła czuła się mocno. Rok 1981, choć przyniósł stan wojenny, mógł dawać nadzieję na publikację dziennika pod pseudonimem w emigracyjnych bądź podziemnych wydawnictwach. Rok 1989 zamknął epokę socjalizmu w Polsce i przyniósł nowe polityczne rozdanie. Dzięki temu w dzisiejszych czasach także ta książka mogła się ukazać w takim kształcie. To bardzo osobista książka, choć porusza przecież ważne dla Polaków sprawy.
opublikował: janusz
cze 11, 2017

(Szkic mojego wystąpienia w Stalowej Woli)

Serdecznie witam wszystkich Państwa, tych co mają korzenie kresowe i tych, którzy przyszli, by spotkać się z historią i kulturą kresów. Przyszli, bowiem zainteresował ich temat dzisiejszych spotkań.

W imieniu Oddziału Krakowskiego TMLiKPW serdecznie i gorąco pozdrawiam Państwa! Wybierał się do Stalowej Woli nasz prezes, Adam Guyrkowich, który wiele lat zawodowo spędził w Waszym pięknym mieście. Nie pozwoliło mu jednak zdrowie…

Bardzo dziękuje za zaproszenie. Dla mnie to prawdziwy zaszczyt i wyróżnienie, że mogłem stanąć przed Państwem po to, by dać świadectwo kresowe. Podzielić się z Państwem swymi refleksjami na tematy lwowskie, tematy kresowe.

Muszę się też przed państwem usprawiedliwić, bowiem nie urodziłem się we Lwowie, ani na Kresach. Moi rodzice pochodzą z okolic Stalowej Woli, a jak może niektórzy wiedzą jestem Rozwadowianinem. Tematy Kresowe, lwowskie były mi całkiem obce. Nie dlatego, że się nie interesowałem historią. Po prostu w tamtych czasach się o tym nie mówiło. Często dla bezpieczeństwa własnego i rodziny.

opublikował: janusz
kwi 14, 2017

Zasiedziałem się w Śródmiejskim Ośrodku Kultury. Czas zatem na zmiany w moim zawodowym życiu, zanim dopadnie mnie emerytalny zastój. Nie chcem, ale muszem… Spędziłem z Państwem oraz całym zespołem pracowników ŚOK ponad 25 lat. Pięknie dziękuję Wam, że byliście ze mną, uczestnicząc w spotkaniach, koncertach, spektaklach, nie szczędziliście pochwał ale i – wprawdzie z rzadka – słów krytyki, jeśli na nie zasłużyliśmy.

Wszystkim Koleżankom i Kolegom – pracownikom merytorycznym, administracyjnym, księgowym i technicznym, twórcom i artystom, animatorom kultury współpracującym z nami, kłaniam się nisko za owe ćwierćwiecze!

opublikował: janusz
mar 25, 2017

Katechetyczne wspomnienie

W klasztorze ojców kapucynów w Sędziszowie Małopolskim 29 stycznia 2017 r. zmarł w wieku 84 lat (67 lat w stanie zakonnym, 60 lat w stanie kapłańskim i 22 lata w stanie biskupim) emerytowany biskup o. Stanisław Padewski. W moich rozwadowskich czasach, gdy byłem uczniem Liceum Ogólnokształcącego Stalowej Woli, był moim katechetą. Wtedy, w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych XX w., wieczorami, po lekcjach chodziliśmy do klasztoru na spotkania z o. Stanisławem. Był wtedy albo gwardianem konwentu kapucynów albo proboszczem nowej parafii obejmującej południową część dawnego Rozwadowa i północną część Stalowej Woli. Wtedy granice Rozwadowa i Stalowej Woli były jeszcze wyraziste, choć już pomału się zamazywały. Pierwszym ich symptomem było pojawienie się na dworcu kolejowym nazwy Stalowa Wola – Rozwadów. Klasztorem w tamtych czasach rządził duet o. Stanisław Padewski i o. Edmund Haracz. Przez kilka kadencji, jedna trwała cztery lata, księża trwali w Rozwadowie wymieniając się stanowiskami, ale przy tym niesamowicie dużo zdziałali, w niełatwych warunkach realizmu socjalistycznego, dla rozwadowskiego klasztoru.

opublikował: janusz
sty 9, 2017

Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok, to czas, na który chyba wszyscy najbardziej czekamy – oczywiście po zakończeniu wakacji. Motywacji związanych z tym wyczekiwaniem jest wiele. Naturalnie te religijne dla wielu najważniejsze. Dla innych jednak ferie zimowe, trochę czasu wolniejszego od pracy, zabawy sylwestrowe, i w końcu chyba najważniejsze, że pomału, pomalutku dzień zaczyna się wydłużać… Wszak na Nowy Rok przybywa dnia na barani skok – tak mówi stare przysłowie. Kto je dzisiaj pamięta?

Trzej Królowie na rynku w Rozwadowie, rys. Lena Wojtal (2016 r.)

opublikował: janusz
sty 6, 2017
Zostałem upomniany przez wierną fankę mojej strony internetowej, że się strasznie zaniedbałem. Obiecałem poprawę. Zatem na początek, by tradycji stało się zadość, wszystkim, którzy tu zaglądną, składam najpiękniejsze życzenia z okazji Nowego Roku! Niech się Wam szczęści!
Z dzieciństwa pamiętam kolędników, którzy w pierwszym Dniu Nowego Roku wędrowali od domu do domu recytując zabawne życzenia, w które ludzie wierzyli. Kolędnika trzeba było należycie przyjąć. Tym bardziej, że był to mężczyzna, a nie daj Boże, do domu jako pierwsza przyszła kobieta... Nieszczęście na cały rok! A oto ta wierszowanka życzeniowa:
Na szczynści, na zdrowi, na tyn Nowy Rok,
Żebyście byli zdrowi, weseli,
jako w niebie anieli.
Żeby się wam darzyło, kopiło, snopiło
Do stodoły dyszlem obróciło...
Żebyście mieli wszystkiego dości,
jak na tej połaźnicy ości,
Żebyście mieli pełne obory,
pełne pudła,
Żeby wam gospodyni u pieca nie schudła...
opublikował: janusz
wrz 22, 2015
Pierwsza była lektura książki Melchiora Wańkowicza „Hubalczycy”, zdobyta „po znajomości”  w zaprzyjaźnionej księgarni. Książka zatytułowana „Dwie prawdy” zawierała opowieści o Majorze Hubalu i obronie Westerplatte. Dopiero później obejrzałem film „Hubal” w reżyserii Bogdana Poręby w Ryszardem Filipskim w roli głównej. Autorem scenariusza był znany pisarz Jan Józef Szczepański, który nie godząc się na zmiany dokonane w scenariuszu, wycofał się ze współautorstwa filmu. To jednak wystarczyło, by legenda Hubala utrwaliła się na stałe w świadomości Polaków. Postać Hubala przypominała też na kartach swych książek Aleksandra Ziółkowska-Boehm, która już w latach 80-tych XX w. opublikowała opowieść „Z miejsca na miejsce. W cieniu legendy Hubala”, a w ostatnich latach przypominała go w książkach „Dwór w Kraśnicy i Hubalowy Demon”  (2009) i „Lepszy dzień nie przyszedł już” (2012).

Jednak tak prawdziwie, z niesamowitą dokładnością i rzetelnością, postać mjr Henryka Dobrzańskiego przybliżona została przez młodego historyka Łukasza Ksytę – rocznik 1983, który opublikował książkę „Major Hubal. Historia prawdziwa” (Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2014).

opublikował: janusz
sie 24, 2015
Lenka, już nie taka mała, skończyła właśnie cztery lata. Urodziny trwają, bo oprócz odwiedzin i życzeń od najbliższej rodziny w rocznicę urodzin, po wakacjach, jak wrócą do domów z wojaży już wszystkie koleżanki, i oczywiście Dawid, zapowiedziane jest wielkie "kulkowe" party! Życzę więc Lence nie tylko ciekawych prezentów, ale pięknej i szalonej zabawy! No i tradycyjne Sto lat śpiewam, a ze mną cały chór kanarków, wróbli a nawet zaskoczonych papug! A ten piękny portret namalowała Monika Kozera, za co jej bardzo i serdecznie dziękujemy (piszę to także w imieniu sportretowanej...)
opublikował: janusz
cze 23, 2015

W Galerii Pryzmat ZPAP Okręg Krakowski (ul. Łobzowska 3) otwarto wczoraj (22 czerwca 2015 r.) wystawę zatytułowaną „Adam Macedoński do kwadratu. Rysunki z lat 1955-2015”. Kuratorem i aranżerem wystawy jest Andrzej Dawidowicz.

opublikował: janusz
cze 21, 2015

20 czerwca w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie, urodzony we Lwowie Adam Zagajewski, poeta i eseista, obchodził 70-te urodziny.

 

 

 

opublikował: janusz
cze 21, 2015
Polska Izba Książki i Polskie Stronnictwo Ludowe do końca chcą "uwalić" rozchwiany rynek książki ustawą, która ma ujednolicić cenę książki. Oznacza to, że przez rok za książkę w każdej księgarni (internetowej też) trzeba będzie zapłacić cenę wydrukowaną na okładce przez wydawcę (czyli zero jakichkolwiek rabatów - czytaj obniżania ceny).
opublikował: janusz
cze 16, 2015

15 czerwca 215 r. w Polskiej Akademii Umiejętności odbyło się posiedzenie w ramach Wydziału II Historyczno-Filozoficznego PAU, podczas którego dr Karolina Grodziska – dyrektor Biblioteki PAU i PAN –  przedstawiła referat zatytułowany „Michalina Grekowicz-Hausnerowa. Lwowska dziennikarka i pamiętnikarka”.

 

opublikował: janusz
cze 11, 2015

10 czerwca zmarł prof. Michał Rożek. Zdecydowanie za wcześnie, wszak tyle jeszcze miał do opowiedzenia nam – czytelnikom jego książek – o Krakowie, jego dziejach i ludziach. Niebawem ukaże się nowa jego książka „Przewodnik Pielgrzyma po sanktuariach i kościołach Krakowa, Wieliczki i okolic”. (Fot. Włodzimierz Płaneta)

opublikował: janusz
Najnowsze teksty

Strona 1 z 6  > >>

wrz 27, 2017

Z żalem skończyłem czytać książkę Piotra Tymińskiego „Wołyń bez litości”, choć początkowo bardzo się lękałem tej lektury. Sięgałem po nią z obawami, że opisy wszechobecnej zbrodni ludobójstwa, jaka dokonana została na ludności polskiej na Wołyniu, pogrąży mnie w stany depresyjne. Wszak powieści, tak jak filmy, mają to do siebie, jeśli są oczywiście dobrze napisane, a taką jest powieść Piotra Tymińskiego, że „wciągają” nas – czytelników czy też widzów – w tryby swoistego wehikułu czasu. Bo i cóż z tego, że czytam książkę w Krakowie, w realiach wiosny 2017 roku, jeśli ma dusza umyka co chwilę w czas straszny i okrutny wywoływany na stronach książki przez Piotra Tymińskiego. Żyję już kilkadziesiąt lat i przez ten czas sporo naczytałem się i naoglądałem o zbrodniach, jakie w międzyczasie ludzie sobie zgotowali. Wietnam, Kampucza, Afryka, Ameryka Południowa, Afganistan, Iran i Irak, w końcu Bałkany w Europie a obecnie płonący Bliski Wschód i tląca się Ukraina. Te chyba niezliczone miliony ofiar zbrodni wojennych w jakimś sensie powinny uodpornić mnie i wprowadzać w stan obojętności emocjonalnej. Opisy zbrodni dominują w newsach płynących z różnych zakątków świata każdego dnia. To już codzienność.

opublikował: janusz
wrz 6, 2017
Trochę przypadek spowodował, że na moim biurku pojawiła się książka Joanny Stovrag „Chwila na miłość”. Nie ukrywam, że tytuł – prawie jak w obśmiewanej (chyba niesłusznie, skoro czytelnicy sięgają po tego rodzaju literaturę) serii wydawniczej Harlequin – nie zachęcał mnie do lektury. Spojrzałem na tekst na skrzydełkach okładki… Autorka z Krakowa, to już przykuwa moją uwagę, a dodatkowo pisze o Sarajewie! Takiej książki, gdzie Sarajewo jest bohaterem głównym, pominąć nie mogłem… Autorka, studentka filologii słowiańskiej, wyjechała u schyłku lat 80. XX w. na studia jeszcze do Jugosławii i zakochała się w Sarajewie – sensu stricto ale i sensu largo… Zawrócił jej w głowie piękny Sejo! Nie dziwię się, bo Sarajewo to miasto z duszą, jak nasz Kraków, z którym chciałoby się na dobre i złe… A o pięknie czarujących wschodnią urodą kobiet pisał nie będę, bo co moje Krakowianki na to powiedzą?!
opublikował: janusz
sty 27, 2017
Połowinka nie jest zwykłą książką. Autorka pisała ją emocjami przeplatającymi się z uczuciami do ojca. Jeśli spodziewacie się, że będzie to tylko relacja z nieziemskiej eskapady rowerami na Ural, to się mylicie. Książka Agnieszki Martinki jest wielką lekcją patriotyzmu i historii Polaków, tak boleśnie doświadczonych przez II wojnę światową i jej skutki. Ta książka to hołd złożony ojcu autorki, Zdzisławowi Martince (1927-2007), znanemu lekarzowi z Tomaszowa Lubelskiego, który jako 12-letni chłopak rozpoczął jesienią 1939 r. swą wielką wyprawę, z mapą wyrwaną z atlasu geograficznego. Uciekł z domu i kierował się do Francji, bo chciał dostać się do armii polskiej gen. Władysława Sikorskiego. Wtedy trafił do sowieckiego więzienia w Samborze, a po wojnie, jako partyzant AK, wywieziony został na Ural, do Połowinki, kopalni węgla kamiennego nr 4. Agnieszka pojechała na rowerze jego śladami. Zdążyła pokazać ojcu fotografie z wyprawy, opowiedzieć mu przygody... Nie zdążyła napisać z nim – wspólnie – książki, a taki był plan. Czy rzeczywiście ten plan się nie powiódł? Przekonacie się sami, sięgając po książkę, do czego gorąco zachęcam.
opublikował: janusz
paź 20, 2015

Historia okrutnie obeszła się z Kresami Rzeczypospolitej (zarówno I jak i II) i mieszkającymi tam Polakami. Zło Polakom wyrządzali Rosjanie (tak carscy jak i komunistyczni) ale i Ukraińcy (najboleśniej czujemy dotąd to, co stało się podczas II wojny światowej na Wołyniu). Tego nikt nie może zaprzeczyć. Historia dotkliwie też na tych ziemiach obeszła się z Ukraińcami (Wielki Głód, stalinowskie przesiedlenia). I choć tęsknie spoglądamy w tamtą stronę, gdzie wychowali się nasi dziadkowie i pradziadkowie, a ich ojcowie spoczywają na cmentarzach kresowych miast i wiosek (niezależnie od tego, czy te cmentarze istnieją, czy nie), to zdajemy sobie sprawę z tego, iż czas się nie zatrzymał, a życie nie znosi pustki. Wyrzucono jednych, pojawili się drudzy. Niewielu pozostało tam Polaków, którzy nolens volens włączeni zostali w tworzenie nowej rzeczywistości na Kresach. Karawana zawsze idzie dalej, nie czeka…

opublikował: janusz
lip 14, 2015
Paweł Daniel Zalewski napisał bardzo ciekawą, niektórzy dorzucą piękną, ale dla mnie bardzo ważną książkę. Można zaliczyć ją do kanonu lektur, może nawet obowiązkowych, dotyczących Kresów. Znaczenie książki wiążę z faktem, iż odezwał się kolejny autor wywodzący się z polskich rodzin pozbawionych przez „pojałtański ład pokojowy” swej ojczyzny. Przywiązuję do tego tym większą wagę, że Paweł Zalewski to pokolenie lat 50-tych, dla którego miejscem wspomnień, miejscem pamięci jest i będzie Kraków, gdzie się urodził. „Bez pamięci” – tak zatytułował autor swą opowieść – wiedzie nas bowiem do Lwowa, do Tiumeni – gdzie w czasie II wojny światowej trafiali zesłańcy także ze Lwowa, w końcu na manowce Mongolii… Ale po kolei… Autor wywodzi się z rodu słynnego cukiernika Zalewskiego, którego cukiernia – nie tylko ze względu na walory smakowe oferowanych produktów, ale także wzrokowe, ze względu na słynne wystawy cukierni przy ul Akademickiej – zapamiętana została przez całe pokolenia Lwowiaków.
opublikował: janusz

Janusz M. Paluch

Wczoraj i dziś. Z Księdzem Infułatem Jerzym Bryłą rozmawia anusz M. Paluch.


Książkę można kupić w różnych księgarniach, także internetowych oraz na stronie Wydawnictwa Petrus

http://www.wydawnictwopetrus.pl/szukaj,1.html?step=1&q=paluch&B1=

Ze wstępu do książki skreślonego przez prof. Czesława Dźwigaja:

Każda biografia ociera się o zderzenie z anegdotą. Dobrze jest, jeżeli nie zaburza tekstualnej spójności faktów, niesie płynnie czytelnika poprzez stronice opisując minione lata do finału, konkluzji, która w takim przypadku pojawia się zawsze za wcześnie, ponieważ chciałoby się jeszcze coś dowiedzieć, po­znać jakiś szczegół z życia opowiadającego.

Ten wywiad, rozmowa, przeprowadzona i zanotowana przez Pana Janusza M. Palucha z Księdzem Infułatem Jerzym Bryłą przeczytana została przeze mnie tak zwanym jednym haustem. Wnikając w tekst, płynie się rytmem pytań i odpowiedzi, swoistego rodzaju wsłuchaniem, po którym pozostaje wspaniałe wrażenie obcowania z kimś niecodziennym, wyjątkowym, gdzie nastąpiło spotkanie z człowiekiem spełnionym, lub raczej spełniającym się, bo to, czym żyje bohater wywiadu, jest zawsze czasem aktualnym, a czas ten jest najważniejszy, jak go uczono na przełomie lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku w Seminarium Duchownym, to znaczy, teraz, czyli nunc – należy do nas – i musimy tę teraźniejszość jak tylko potrafimy wypełnić. W obecnym czasie, kiedy słowo, obietnica nie ma potwierdzenia w czynie. Kiedy nie mamy odwagi prze­ciwstawić się obłudzie, kłamstwu i chamstwu. Kiedy nie ceni się wysiłku woli i umysłu, nie ma sprzeciwu łatwej manierze. Kiedy za wszelką cenę usiłuje się być nowoczesnym i trendy, a wszystko to stara się tylko człowieka pomniejszyć i odebrać godność, to moim zdaniem dewiza nunc, która tak aktywnie i z powodzeniem jest stosowana przez Księdza Infułata, trafia w sedno problemów, którymi żyje współczesny człowiek.


Janusz M. Paluch

Wczoraj i dziś. Polacy na Kresach.



Książkę można kupić na stronie:
www.malewydawnictwo.pl


Wstęp autorstwa Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm

Polacy na Kresach

Wywiad daje szczególny komfort wysłuchiwania opinii, subiektywnego opisu przebiegu zdarzeń, relacji między ludźmi. Przysłuchiwanie się rozmowie wywołuje poczucie bliskości; spisana i wydrukowana rozmowa daje podobne odczucia. Janusz Paluch, autor Rozmów o Kresach i nie tylko, nową książkę także poświęcił tematyce Kresów i kolejny raz nadał piękny ton swoim wywiadom. Jego interlokutorzy to ludzie pełni pasji i zaangażowania. Czasami wywołują wrażenie, jakby byli odkrywcami nieznanego lądu i jego mieszkańców – bo też dla wielu z nas Kresy są wciąż mało znane. Polska ma swoją szczególną, mityczną krainę miodem i mlekiem płynącą, kwitnące winnicami Podole, krajobrazy wryte w pamięć dzięki pisarzom i historii, która boleśnie i okrutnie doświadczyła te ziemie przemocą, gwałtem i krwią; zmiotła i ludzi, i ich domy. Rozmowy, przeprowadzone przez Janusza Palucha na przestrzeni ostatnich piętnastu lat, publikowane były na łamach kwartalnika „Cracovia Leopolis”. Są zapisem tamtej rzeczywistości. Uaktualnienia zostały zaznaczone w przypisach. Wydaje się, że te rozmowy zaczęto przeprowadzać bardzo późno, ale też wcześniej generalnie nie można było pisać o Kresach. Pierwsza „odwilż kresowa” to rok 1980, kiedy zaczęto mówić, pisać i wydawać. Potem nastał stan wojenny, ale lawina już ruszyła i poszła o wiele łatwiej i szybciej po 1989 roku. Główny nurt, który przewija się w prezentowanych w książce rozmowach, to rozbudzenie fascynacji Kresami – ich przyrodą, ludźmi, kulturą i niezwykłą aurą. I jakże bolesnymi ludzkim historiami, które są wciąż otwartą, niezagojoną raną.


Janusz M. Paluch

Rozmowy o Kresach i nie tylko




Rozmowy o Kresach i nie tylko

książkę można kupić: www.malewydawnictwo.pl

Wstęp

Książka zawiera wybrane wywiady przeprowadzone przeze mnie w latach 1995–2010, które ukazały się na łamach „Cracovia Leopolis” – kwartalnika wydawanego przez Krakowski Oddział Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich oraz nowojorskiego „Przeglądu Polskiego” – dodatku kulturalnego do „Nowego Dziennika”. Moich rozmówców łączy miłość do Kresów: niektórzy się tam urodzili, dla innych są przybraną ojczyzną duchową. W rozmowach tęsknota za utraconą – zdaje się, że już bezpowrotnie – krainą dzieciństwa przeplata się z krwawymi wspomnieniami pogromów i troską o pozostałe tam polskie dziedzictwo kulturowe. Lecz nie tylko to… Często są to opowieści o prywatnych losach ludzi, których droga zaczęła się na Kresach lub tam prowadziła. Przy tych krzyżujących się nieraz drogach ich życia leżą dwa miasta: Lwów i Kraków. W rozmowach ukształtował się pomost pamięci pomiędzy minionym światem i współczesną rzeczywistością.

element-23
powered by:marklar-net.pl(external link)
element-24