element-01
element-02
element-04
element-05
element-06
element-07
element-08
element-09
element-11
element-13
element-15
element-17
element-19
element-21
nawigacja: Strona główna » Aktualności
lipiec 30, 2012

Andrzej Radniecki (1943-2012)


Poznaliśmy się u schyłku lat 80. Kiedyś, przypadkowo uczestniczyłem w przygotowaniu pobytu jakiegoś koreańskiego zespołu folklorystycznego. Trzeba było zorganizować dla nich pokaz. Trafili do Centrum Kultury Dworek Białoprądnicki, a tam już pracował – bo nie pamiętam, czy już był dyrektorem Andrzej Radniecki. Wydawał się nieprzystępny, a nawet wyniosły. Dopiero po kilku latach, kiedy losy zbliżyły nas, okazało się, jakim sympatycznym, otwartym i pomocnym potrafi być. I tak już zostało w naszych relacjach do końca. Zawsze mogłem liczyć na Andrzeja, niezależnie czy miał dla mnie dobrą radę, czy słowo krytyki. On nie owijał w bawełnę, coś się nie podobało – mówił wprost. Niezapomniane pozostaną wspólne wyjazdy – Wilno, Sankt Petersburg, Krynica, Zakopane, Polańczyk i co tam jeszcze! Były chwile miłe, ale zdarzały się takie pełne dramatyzmu! Nikt już nie wspomina naszego wyjazdu na konferencję poświęconą kulturze w samorządach do Polańczyka. Mikrobusem Freda Nawratila jechali wtedy prawie wszyscy dyrektorzy gminnych domów i ośrodków kultury z Krakowa. Za kierownicą siedział Fred Nawratil z Nowohuckiego Centrum Kultury (obecnie na emeryturze), a jako pasażerowie Marta Perucka (Dom Kultury „Podgórze”), Andrzej Radniecki (Centrum Kultury „Dworek Białoprądnicki”), Zbyszek Terlecki (Ośrodek Kultury Zespół Pieśni i Tańca „Krakowiacy”), Marysia Knapik (z ówczesnego Wydziału Kultury przy Urzędzie Wojewódzkim) i ja (Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie). Kiedy wyjeżdżaliśmy, nagle zaatakowała zima. Ostry śnieg, który się topił na drodze, natychmiast zamarzał. Lód niemal natychmiast pokrywała warstwa świeżego śniegu. Gołoledź!... W światłach reflektorów nagle pojawił się olbrzymi pies. Samochód go uderzył. Czy wcześniej odruchowo Fred wcisnął hamulec? On sam tego nie pamiętał. Od tego momentu wszystko trwało ułamki sekund, ale dla mnie czas jakby zwolnił… Poślizg na prostym odcinku drogi… Nieudana próba wyprowadzenia samochodu z tego śmiertelnego tańca… W końcu obrót. Już jesteśmy na poboczu – szczęśliwie między słupami. I bokiem wpadamy do rowu – na szczęście przysypanego zaspą śniegu, który amortyzuje uderzenie. Nikt nie krzyczał. Martwa cisza trwała jeszcze jakąś chwilę. Dopiero po chwili zaczęliśmy się wzajem pytać, czy jesteśmy… Ja siedziałem obok Freda, teraz wisiałem na pasie bezpieczeństwa. Gdyby nie ten pas, pewnie leżałbym potłuczony na Fredzie. Inni, siedzący obok siebie, teraz leżeli na sobie… Andrzej w takich sytuacjach zawsze był tym, który potrafi wszystko obrócić w żart i trzymając nerwy na wodzy, bez paniki zapanować w dość nieprzyjemnej sytuacji. Nie zapomnę pamiętnego wyjazdu do Sanki Petersburga. Po drodze zatrzymaliśmy się w Wilnie, w dość dobrym hotelu. Trafiłem z Andrzejem do pokoju, w którym było jedno łoże – małżeńskie. Sytuacja zabawna i być może udałoby się nam coś w recepcji zmienić, ale dość upojna kolacja trwała do 2 nad ranem. A około godziny 3.00 dowiedzieliśmy się w jakim pokoju jesteśmy zakwaterowani. Byliśmy tak zmęczeni, że nawet małżeńskie łoże nam nie przeszkadzało. Pobudka i wyjazd w dalszą drogę był już ok. 5 rano… Równie ciekawe i intensywne zdarzenia towarzyszyły nam podczas petersburskich białych nocy… Jak tu spać, skoro słońce zaszło koło godziny 23., nie zapadły nocne ciemności, a już koło 2. nad ranem obserwowaliśmy piękny wschód słońca. Wszyscy poszli spać, tylko nie Andrzej i ja. Poszliśmy spacerować po mieście, a kolegom zamiast mleka na śniadanie przynieśliśmy butelki zimnego i świeżego piwa… Ile było śmiechu i radości! W tej wyprawie uczestniczyli też Antoni Weyssenhoff – dyrektor Centrum Młodzieży im. dr Henryka Jordana, Irena Jasińska – pracownica Centrum Młodzieży, Wiesław Kolarz – dziennikarz „Gazety Krakowskiej” i poeta, oraz jego żona Olimpia Napolska. Ich też już z nami nie ma. W towarzystwie Andrzeja, wczesną wiosną poznawałem Wilno. Naszym Cicerone był Antek Weyssenhoff. Dzień kończył się jeszcze wcześnie, miasto już było pustawe, ale my musieliśmy iść pod Kaplicę Ostrobramską! My – czyli Andrzej, Zbyszek Terlecki, Marta Perucka oraz Jola Kwiecień – wówczas zastępca dyrektora w Nowohuckim Centrum Kultury oraz ja… Nie mieliśmy żadnego planu. Każdy z nas był w Wilnie pierwszy raz. Stwierdziliśmy, że koniec języka za przewodnika, a poza tym w końcu w Wilnie wszyscy po Polsku mówią! I szliśmy, co jakiś czas dopytując się o Ostrą Bramę. Nikt nie potrafił nam wskazać drogi… Nikt z zapytanych nie znał języka polskiego. Jedna babcia rozmawiała z nami po rosyjsku i skierowała nas do pobliskiej cerkwi. Młodzi ludzie odzywali się tylko po litewsku… Ale doszliśmy do ciemnego, prawie nie oświetlanego wówczas zaułka przy Ostrej Bramie. Kaplica wewnątrz ciemna, okna chyba zasłonięte. Nic nie wskazywało na to, w jakim znajdujemy się miejscu. Cóż przyszło się nam pokręcić obok kaplicy i znaleźć jakieś miejsce, gdzie można wypić kawę, herbatę, bo było nam już zimno. I to Andrzej dostrzegł zaczarowany podworzec z równie tajemniczym wejściem do kawiarni… Byliśmy tam sami. Pomieszczenie oświetlone tylko świecami… Tak dobrze, jak tam i w tamtej chwili, chyba nigdy już w Wilnie nie było. Takich chwil w towarzystwie Andrzeja było wiele. Wszak widywaliśmy się przy różnych okazjach w Krakowie. Spotkania z nim zawsze były interesujące. Czasem rozstawaliśmy się trochę naburmuszeni, bo nie potrafiliśmy się porozumieć. Ile razy byłem na niego zły, bo zostałem skrytykowany, albo obśmiany. Nigdy nie były to spotkania obojętne, zawsze wynosiłem z nich coś dla siebie, co starałem się stosować w pracy i życiu. Ostatnie spotkanie też było ważne, dowiedziałem się o pewnych innowacjach, jakie wprowadził u siebie, a które ja również wdrożyłem. Następne spotkanie miało szansę odbyć się w jego nowym domu, który pomału doprowadzał do ideału… No i już się nie spotkamy.
opublikował: janusz
Spis aktualności

Strona 1 z 3  > >>

wrz 17, 2017
Ukazała się nowa książka prof. Stanisława Grodziskiego zatytułowana "Za trzecim razem. Zapiski uniwersyteckie z lat 1968, '81, 1989". W tamtych latach prof. Stanisław Grodziski pracował na Uniwersytecie Jagiellońskim, sprawując także funkcje administracyjne. Zdając sobie sprawę z doniosłości wydarzeń, które dotyczyły też UJ, prowadził dziennik. Ten z 1968 pisał do szuflady. W tamtych czasach jedynie słuszna siła czuła się mocno. Rok 1981, choć przyniósł stan wojenny, mógł dawać nadzieję na publikację dziennika pod pseudonimem w emigracyjnych bądź podziemnych wydawnictwach. Rok 1989 zamknął epokę socjalizmu w Polsce i przyniósł nowe polityczne rozdanie. Dzięki temu w dzisiejszych czasach także ta książka mogła się ukazać w takim kształcie. To bardzo osobista książka, choć porusza przecież ważne dla Polaków sprawy.
opublikował: janusz
cze 11, 2017

(Szkic mojego wystąpienia w Stalowej Woli)

Serdecznie witam wszystkich Państwa, tych co mają korzenie kresowe i tych, którzy przyszli, by spotkać się z historią i kulturą kresów. Przyszli, bowiem zainteresował ich temat dzisiejszych spotkań.

W imieniu Oddziału Krakowskiego TMLiKPW serdecznie i gorąco pozdrawiam Państwa! Wybierał się do Stalowej Woli nasz prezes, Adam Guyrkowich, który wiele lat zawodowo spędził w Waszym pięknym mieście. Nie pozwoliło mu jednak zdrowie…

Bardzo dziękuje za zaproszenie. Dla mnie to prawdziwy zaszczyt i wyróżnienie, że mogłem stanąć przed Państwem po to, by dać świadectwo kresowe. Podzielić się z Państwem swymi refleksjami na tematy lwowskie, tematy kresowe.

Muszę się też przed państwem usprawiedliwić, bowiem nie urodziłem się we Lwowie, ani na Kresach. Moi rodzice pochodzą z okolic Stalowej Woli, a jak może niektórzy wiedzą jestem Rozwadowianinem. Tematy Kresowe, lwowskie były mi całkiem obce. Nie dlatego, że się nie interesowałem historią. Po prostu w tamtych czasach się o tym nie mówiło. Często dla bezpieczeństwa własnego i rodziny.

opublikował: janusz
kwi 14, 2017

Zasiedziałem się w Śródmiejskim Ośrodku Kultury. Czas zatem na zmiany w moim zawodowym życiu, zanim dopadnie mnie emerytalny zastój. Nie chcem, ale muszem… Spędziłem z Państwem oraz całym zespołem pracowników ŚOK ponad 25 lat. Pięknie dziękuję Wam, że byliście ze mną, uczestnicząc w spotkaniach, koncertach, spektaklach, nie szczędziliście pochwał ale i – wprawdzie z rzadka – słów krytyki, jeśli na nie zasłużyliśmy.

Wszystkim Koleżankom i Kolegom – pracownikom merytorycznym, administracyjnym, księgowym i technicznym, twórcom i artystom, animatorom kultury współpracującym z nami, kłaniam się nisko za owe ćwierćwiecze!

opublikował: janusz
mar 25, 2017

Katechetyczne wspomnienie

W klasztorze ojców kapucynów w Sędziszowie Małopolskim 29 stycznia 2017 r. zmarł w wieku 84 lat (67 lat w stanie zakonnym, 60 lat w stanie kapłańskim i 22 lata w stanie biskupim) emerytowany biskup o. Stanisław Padewski. W moich rozwadowskich czasach, gdy byłem uczniem Liceum Ogólnokształcącego Stalowej Woli, był moim katechetą. Wtedy, w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych XX w., wieczorami, po lekcjach chodziliśmy do klasztoru na spotkania z o. Stanisławem. Był wtedy albo gwardianem konwentu kapucynów albo proboszczem nowej parafii obejmującej południową część dawnego Rozwadowa i północną część Stalowej Woli. Wtedy granice Rozwadowa i Stalowej Woli były jeszcze wyraziste, choć już pomału się zamazywały. Pierwszym ich symptomem było pojawienie się na dworcu kolejowym nazwy Stalowa Wola – Rozwadów. Klasztorem w tamtych czasach rządził duet o. Stanisław Padewski i o. Edmund Haracz. Przez kilka kadencji, jedna trwała cztery lata, księża trwali w Rozwadowie wymieniając się stanowiskami, ale przy tym niesamowicie dużo zdziałali, w niełatwych warunkach realizmu socjalistycznego, dla rozwadowskiego klasztoru.

opublikował: janusz
sty 9, 2017

Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok, to czas, na który chyba wszyscy najbardziej czekamy – oczywiście po zakończeniu wakacji. Motywacji związanych z tym wyczekiwaniem jest wiele. Naturalnie te religijne dla wielu najważniejsze. Dla innych jednak ferie zimowe, trochę czasu wolniejszego od pracy, zabawy sylwestrowe, i w końcu chyba najważniejsze, że pomału, pomalutku dzień zaczyna się wydłużać… Wszak na Nowy Rok przybywa dnia na barani skok – tak mówi stare przysłowie. Kto je dzisiaj pamięta?

Trzej Królowie na rynku w Rozwadowie, rys. Lena Wojtal (2016 r.)

opublikował: janusz
sty 6, 2017
Zostałem upomniany przez wierną fankę mojej strony internetowej, że się strasznie zaniedbałem. Obiecałem poprawę. Zatem na początek, by tradycji stało się zadość, wszystkim, którzy tu zaglądną, składam najpiękniejsze życzenia z okazji Nowego Roku! Niech się Wam szczęści!
Z dzieciństwa pamiętam kolędników, którzy w pierwszym Dniu Nowego Roku wędrowali od domu do domu recytując zabawne życzenia, w które ludzie wierzyli. Kolędnika trzeba było należycie przyjąć. Tym bardziej, że był to mężczyzna, a nie daj Boże, do domu jako pierwsza przyszła kobieta... Nieszczęście na cały rok! A oto ta wierszowanka życzeniowa:
Na szczynści, na zdrowi, na tyn Nowy Rok,
Żebyście byli zdrowi, weseli,
jako w niebie anieli.
Żeby się wam darzyło, kopiło, snopiło
Do stodoły dyszlem obróciło...
Żebyście mieli wszystkiego dości,
jak na tej połaźnicy ości,
Żebyście mieli pełne obory,
pełne pudła,
Żeby wam gospodyni u pieca nie schudła...
opublikował: janusz
wrz 22, 2015
Pierwsza była lektura książki Melchiora Wańkowicza „Hubalczycy”, zdobyta „po znajomości”  w zaprzyjaźnionej księgarni. Książka zatytułowana „Dwie prawdy” zawierała opowieści o Majorze Hubalu i obronie Westerplatte. Dopiero później obejrzałem film „Hubal” w reżyserii Bogdana Poręby w Ryszardem Filipskim w roli głównej. Autorem scenariusza był znany pisarz Jan Józef Szczepański, który nie godząc się na zmiany dokonane w scenariuszu, wycofał się ze współautorstwa filmu. To jednak wystarczyło, by legenda Hubala utrwaliła się na stałe w świadomości Polaków. Postać Hubala przypominała też na kartach swych książek Aleksandra Ziółkowska-Boehm, która już w latach 80-tych XX w. opublikowała opowieść „Z miejsca na miejsce. W cieniu legendy Hubala”, a w ostatnich latach przypominała go w książkach „Dwór w Kraśnicy i Hubalowy Demon”  (2009) i „Lepszy dzień nie przyszedł już” (2012).

Jednak tak prawdziwie, z niesamowitą dokładnością i rzetelnością, postać mjr Henryka Dobrzańskiego przybliżona została przez młodego historyka Łukasza Ksytę – rocznik 1983, który opublikował książkę „Major Hubal. Historia prawdziwa” (Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2014).

opublikował: janusz
sie 24, 2015
Lenka, już nie taka mała, skończyła właśnie cztery lata. Urodziny trwają, bo oprócz odwiedzin i życzeń od najbliższej rodziny w rocznicę urodzin, po wakacjach, jak wrócą do domów z wojaży już wszystkie koleżanki, i oczywiście Dawid, zapowiedziane jest wielkie "kulkowe" party! Życzę więc Lence nie tylko ciekawych prezentów, ale pięknej i szalonej zabawy! No i tradycyjne Sto lat śpiewam, a ze mną cały chór kanarków, wróbli a nawet zaskoczonych papug! A ten piękny portret namalowała Monika Kozera, za co jej bardzo i serdecznie dziękujemy (piszę to także w imieniu sportretowanej...)
opublikował: janusz
cze 23, 2015

W Galerii Pryzmat ZPAP Okręg Krakowski (ul. Łobzowska 3) otwarto wczoraj (22 czerwca 2015 r.) wystawę zatytułowaną „Adam Macedoński do kwadratu. Rysunki z lat 1955-2015”. Kuratorem i aranżerem wystawy jest Andrzej Dawidowicz.

opublikował: janusz
cze 21, 2015

20 czerwca w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie, urodzony we Lwowie Adam Zagajewski, poeta i eseista, obchodził 70-te urodziny.

 

 

 

opublikował: janusz
cze 21, 2015
Polska Izba Książki i Polskie Stronnictwo Ludowe do końca chcą "uwalić" rozchwiany rynek książki ustawą, która ma ujednolicić cenę książki. Oznacza to, że przez rok za książkę w każdej księgarni (internetowej też) trzeba będzie zapłacić cenę wydrukowaną na okładce przez wydawcę (czyli zero jakichkolwiek rabatów - czytaj obniżania ceny).
opublikował: janusz
cze 16, 2015

15 czerwca 215 r. w Polskiej Akademii Umiejętności odbyło się posiedzenie w ramach Wydziału II Historyczno-Filozoficznego PAU, podczas którego dr Karolina Grodziska – dyrektor Biblioteki PAU i PAN –  przedstawiła referat zatytułowany „Michalina Grekowicz-Hausnerowa. Lwowska dziennikarka i pamiętnikarka”.

 

opublikował: janusz
cze 11, 2015

10 czerwca zmarł prof. Michał Rożek. Zdecydowanie za wcześnie, wszak tyle jeszcze miał do opowiedzenia nam – czytelnikom jego książek – o Krakowie, jego dziejach i ludziach. Niebawem ukaże się nowa jego książka „Przewodnik Pielgrzyma po sanktuariach i kościołach Krakowa, Wieliczki i okolic”. (Fot. Włodzimierz Płaneta)

opublikował: janusz
cze 2, 2015

30 maja w Polskiej Akademii Umiejętności odbyła się konferencja „Genocidium – zdarzało się tyle razy, najpierw wobec Ormian”. W konferencji uczestniczył ambasador Armenii w Polsce Edgar Ghazaryan. Uczestnicy wysłuchali referatu prof. Raymonda Kévorkiana z Paryża zatytułowanego Ludobójstwo Ormian w Imperium Osmańskim oraz dyskusji panelowej na temat Kulturowe konsekwencje ludobójstwa Ormian w aspekcie historycznym i współczesnym, w którym uczestniczyli: dr Renata Król-Mazur (Kraków), dr Dorota Ziętek (Kraków), dr hab. Andrzej A. Zięba (Kraków), dr Jakub Osiecki (Kraków), Konrad Siekierski (Warszawa). Konferencji towarzyszyły wystawy: „Vivat Armenia!” – w Pałacu Sztuki, na której zaprezentowano prace artystów ormiańskich tworzących w Polsce; w Muzeum UJ – wystawa fotografii Konrada Siekierskiego „Wśród gór Małego Kaukazu: zapomniany świat Ormian katolików”.

opublikował: janusz
lis 19, 2014

Jak słychać w krakowskich kawiarniach, nie tylko na A-B, nie wszyscy w naszym mieście wiedzą kim jest i co napisała Ewa Lipska. Podczas spotkania jednego z poważniejszych gremiów, jedna z  wysoko utytułowanych osób miała zapytać kto to jest Ewa Lipska i co ona właściwie napisała?…  Śmiem zatem poinformować dostojnych niedoinformowanych (czyżby już ofiary nieudolnych reform edukacji aż tak wysoko zaszły?), iż Ewa Lipska jest jedną z najwybitniejszych współczesnych poetek polskich. Od urodzenia mieszka w naszym mieście, Krakowie. Tu skończyła szkoły i zaczęła pisać wiersze. Wydała ponad trzydzieści (sic!) tomów wierszy, które przetłumaczone zostały na ponad 40 różnych języków. Od lat sławi też imię Krakowa na całym świecie uczestnicząc w festiwalach, stypendiach twórczych, czy otrzymując prestiżowe nagrody literackie. W ostatnim czasie uhonorowana została choćby Literacką Nagrodą Gdynia w 2011 r. za tomik pt. Pogłos, a w 2012 r. została doktorem honoris causa Uniwersytetu im. Jana Kochanowskiego w Kielcach. Jest też członkiem polskiego i austriackiego PEN Clubu, członkiem założycielem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich a także członkiem Polskiej Akademii Umiejętności. Z wyrazami – czasem malejącego szacunku…

opublikował: janusz
paź 19, 2014

No wreszcie stało się! Kraków ma swe Centrum Kongresowe ICE! Na specjalne zamówienie władz miasta Zbigniew Preisner napisał utwór muzyczny „2014. Tu i teraz”, który miał być wykonany przez naszą znamienitą Sinfoniettę Cracovia. Libretto napisała  jedna z najważniejszych polskich poetek – Krakowianka – Ewa Lipska. 16. października otwarto podwoje ICE! Krakowska publiczność, zachwycając się maestrią krakowskiego architekta Krzysztofa Ingardena zapełniła salę czekając na widowisko. Pewnie się nie zawiedli, miało być wprawdzie wykwintnie, a wyszło jak to u nas… Nie zagrała orkiestra krakowska. Po co się chwalić Sinfoniettą Cracovia, Capellą Cracoviensis, orkiestrą Krakowskiej Filharmonii im. Karola Szymanowskiego, orkiestrą Opery Krakowskiej czy w końcu – nieinstytucjonalną ale krakowską – orkiestrą Akademii Beethovenowskiej!

 

opublikował: janusz
paź 17, 2014
27 czerwca 2014 r. w Muzeum Regionalnym w Stalowej Woli odbyła się uroczysta konferencja naukowa poświęcona poświęcona dziejom Rozwadowa, a dedykowana ks. prof. Wilhelmowi Gaj-Piotrowskiemu z okazji 90-tych urodzin. Wśród wielu znamienitych prelegentów - prof. Andrzej Ciołkosz, prof. Kazimierz Kuczman, ks. prof. Bogdan Stanaszek, Piotr Garbacz, Anna Garanty, Marek A. Stańkowski - znalazło się także moje wystąpienie poświęcone badaniom archeologicznym w Rozwadowie i okolicach na przestrzeni XIX i XX w. Wśród publiczności, która licznie zawitała do muzeum, miałem przyjemość i zaszczyt spotkać wielu swych znajomych z czasów szkolnych. Wśród obecnych była znana rozwadowska polonistka, nauczycielka - co się zowie! - Pani Stanisława Paterek. Chciałem podziękować Jej za to, że pracowała nade mną przez kilka dobrych lat w Szkole Podstawowej w Rozwadowie. Fakt, iż spotkaliśmy się przy takiej okazji świadczy, iż nie była to całkiem nadaremna praca. Ponieważ nie uczyniłem tego podczas konferencji - stres i trema, czynię to w tym miejscu, z nadzieją, że słowa mych podziękowań dotrą do mojej Pani Profesor!
Poniżej zamieszczam tekst swego wystąpienia, które będzie znacznie różniło się od wersji drukowanej.
opublikował: janusz
cze 29, 2014

Wędrówka z książką po moim Rozwadowie…

Nakładem Muzeum Regionalne w Stalowej Woli okazał przewodnik po dawnym Rozwadowie. Bardzo ciekawa lektura ilustrowana czarno-białymi fotografiami. Wszystko zatem utrzymane w klimacie czegoś, co minęło, do czego powrotu nie będzie. Zaprezentowano chyba wszystkie najważniejsze miejsca, które odegrały istotną rolę w dziejach Rozwadowa. Idea przewodnika jest dwutorowa. Dla młodzieży, turystów i przybyszy z innych miejsc, przewodnik ma znamiona inforacyjno-turystyczne. Dla mnie, i innych Rozwadowian, jest prawdziwie sentymentalną podróżą w przeszłość.
opublikował: janusz
cze 22, 2014
Miejsce zdarzenia - hotel Hutnik w Stalowej Woli. Data - 20 czerwca 2014 r. Okazją był jubileusz... 40 lat temu, mniej więcej w tym samym okresie i tym miejscu odbył się nasz komers - bal maturzystów klasy I A z Liceum Ogólnokształcącego nr 44 im. Komisji Edukacji Narodowej. Byliśmy szczęśliwi, że już po maturze i zestresowani, bo czekały nas egzaminy na wyższe uczelnie. A wtedy – za naszych czasów (jak to brzmi!...) – nie było lekko. Takie egzaminy to kolejna matura, którą trzeba było przejść w zupełnie nowym, obcym miejscu, stanąć twarzą w twarz przed nowymi i nieznanymi ludźmi... A jak się nie dostałeś, a byłeś chłopakiem, to już czekali na ciebie w jednostkach Ludowego Wojska Polskiego. Służba wojskowa trwała dwa lata... Jeśli ktoś wpadł w te tryby, nie często potrafił stanąć na nogi... Tak więc walczyło się nie tylko o przyjęcie na studia, ale także o to, by nie stracić czasu w wojsku…
opublikował: janusz
maj 25, 2014
Sarajewo w sierpniu 2011 r. nie różniło się chyba niczym od innych miast na Półwyspie Bałkańskim. Urokliwe uliczki pełne sklepików przepełnionych egzotycznymi dla nas towarami, różnojęzyczny gwar, przemieszane zapachy kuchni bałkańskiej i kawy, a w tle pełzająca tęskna melodia przerywana głośnym nawoływaniem do modlitwy przez muezina z głośników umieszczonych na minaretach i słońce, słońce, słońce… Ile radości sprawia wędrówka po Sarajewie, w którym, nolens volens, spotkały się różne kultury i religie przez wieki żyjące obok siebie… Przechodzę obok wypełnionego po brzegi meczetu Gazi Husrew-bega. Nieopodal katedra rzymsko-katolicka Serca Jezusowego – zamknięta na cztery spusty – u nas o tej porze trwają wieczorne nabożeństwa. Na schodach młodzi ludzie popijają piwo, śmieją się radośnie. Cerkiew prawosławna, którą napotykamy po drodze też już zamknięta. Wokół gwar, muzyka, radosne śmiechy. Sarajewo tętni życiem!
opublikował: janusz
element-23
powered by:marklar-net.pl(external link)
element-24