element-01
element-02
element-04
element-05
element-06
element-07
element-08
element-09
element-11
element-13
element-15
element-17
element-19
element-21
nawigacja: Strona główna » Aktualności
styczeń 19, 2013

Odszedł Profesor legenda


11 stycznia o godz. 16.13 na w mojej poczcie elektronicznej pojawił się list od prof. Marka Eminowicza adresowany do wielu osób, którzy kontaktowali się z nim przez Internet. Profesor pisał:

Przepraszam Wszystkich za brak życzeń zarówno Świątecznych jak i Noworocznych. Długi czas spędziłem w szpitalu, gdzie kilkakrotnie wracałem /w tym Święta i Nowy Rok tam właśnie spędziłem/. Teraz jestem już w domu, ale bardzo, bardzo słaby. Mam problemy z chodzeniem, czytaniem i pisaniem, więc wybaczcie jeśli komuś czasem nie odpowiem.
W nowym roku życzę Wam dużo zdrowia, radości, uśmiechów i spełnienia marzeń.
DOSIEGO ROKU.

Marek Eminowicz

Ulga zagościła w mym sercu, wszak od dawna Profesor chorował i przez długi czas skutecznie dominował chorobę. Ostatnio, choć choroba zdominował go, nie poddawał się i z każdego kryzysu wychodził – wprawdzie osłabiony – zwycięsko. Myślałem, że i tym razem tak będzie… W końcu napisał do nas maila! Następnego dnia, 12. stycznia, w godzinach południowych, odpisałem:

Kochany Profesorze Marku!!!

Dziękuję za miłe noworoczne słowo! Kilka dni temu rozmawiałem o Tobie z Jankiem Zosiakiem, w którego imieniu zasyłam moc serdecznych pozdrowień. On sporadycznie korzysta z internetu, nie używa poczty mailowej. Mam nadzieję, że jak tylko minie niesprzyjająca zimowa aura, poczujesz się lepiej. Życzę zatem dobrego samopoczucia i wytrwałości w zwalczaniu wszelkich dolegliwości!!!

Serdecznie pozdrawiam

Janusz Paluch

13 stycznia, w niedzielę, byłem na opłatku wśród Sybiraków. Było tyle dostojnych osób, tyle ciepłych życzeń. Przemknęła myśl o Profesorze, że powinien tu być, bo ci ludzie są żywą historią… Tego samego dnia Profesor Marek Eminowicz zmarł.

Wszyscy piszą o Marku Eminowiczu jako o legendarnym Profesorze. Legendy zazwyczaj powstają, kiedy ich bohaterów nie ma wśród żywych. W przypadku Profesora Marka, byliśmy świadkami powstawania Jego legendy. Oto młody człowiek, licealista, o ormiańskich korzeniach, który w młodości dotknął działalności konspiracyjnej wymierzonej we władze ówczesnej państwowości polskiej, wylądował z wyrokiem 7-miu lat więzienia. Przetrwał kilka lat obozu w Jaworznie. (zachęcam do przeczytania o konspiracyjnej działalności Marka Eminowicza ps. Grot na stronie ks. Tadeusza Sakowicza Zaleskiego: http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=132&nid=6500). Skończył studia historyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, został pedagogiem w prestiżowym krakowskim Liceum Ogólnokształcącym im. Augusta Witkowskiego w Krakowie. I tam, pracując z młodzieżą, realizując się jako historyk, organizator legendarnych ekspedycji młodzieży po całym świecie, powstawała legenda Profesora Marka Eminowicza!

Miałem zaszczyt poznać go w połowie lat siedemdziesiątych XX w., gdy przygotowywałem się do egzaminów na studia. Przyjeżdżałem do Profesora z bagażem wiadomości historycznych. On je układał, wskazywał związki, uczył podstaw syntetycznego myślenia. I choć miałem wspaniałych nauczycieli historii w swoim liceum – prof. Kazimiera Kud i prof. Władysława Kochowska – to tym trzecim, który na posiadaną wiedzę mnie otworzył i pokazał jak ją wykorzystywać, był wtedy prof. Marek Eminowicz. Byłem pod wrażeniem Jego gabinetu w mieszkaniu przy ul. Filipa. Stara mieszczańska kamienica, wysokie pokoje wypełnione pod sufit książkami. Na ścianach obrazy, jakie do tamtego czasu widziałem tylko w muzeach lub w kościołach, stare sztychy, jakieś zabytkowe przedmioty… I zapach fajkowego tytoniu… Profesor palił fajkę – wtedy nikomu nie przeszkadzało palenie tytoniu w domach, a nauczyciele palili też przy uczniach, a nas – uczniów – nie demoralizowało to. Kiedy już skończyliśmy układać moją wiedzę i uzupełniać ją dodatkowymi informacjami, Profesor rozkładał przede mną kolorowe zagraniczne czasopisma poświęcone historii, historii sztuki, antykowi i opowiadał o swoich podróżach z uczniami – tych, które już odbył i tych, które właśnie planował.

Ponownie spotkaliśmy się po latach. Profesor był już na emeryturze. Realizował wspólnie z Towarzystwem Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich spotkania, podczas których opowiadał wspólnie z przyjaciółmi o swych eskapadach na Kresy. Połączyło nas także Małe Wydawnictwo, którego szefem był Marek Łoś. W tejże oficynie ukazała się książka Profesora „Lubię swoje wady”. Rok później Marek Łoś wydał moją książkę „Rozmowy o Kresach i nie tylko”. Na zamieszczonym wyżej zdjęciu, przy stoliku w Śródmiejskim Ośrodku Kultury w Krakowie siedzą obydwaj. Marek Łoś – z lewej, obok prof. Marek Eminowicz. Uśmiechają się i żartują. Marka nie ma już z nami od lata 2012 roku… W środę 18 lipca 2012 roku, w godzinach południowych zadzwonił do mnie Profesor. Zadziwiłem się i zaniepokoiłem, kiedy zobaczyłem na wyświetlaczu jego numer. „Czyżby Profesorowi coś się stało?” – pomyślałem z niepokojem. Jego stan zdrowia już wtedy był bardzo zły. Uspokoiłem się, kiedy w słuchawce usłyszałem Jego głos. Ale tylko na chwilę. Po krótkim powitaniu zapytał:

– Czy słyszałeś coś o tym, że umarł Marek Łoś?

– Przecież to niemożliwe. Kilka dni temu rozmawialiśmy, żartował, mówił o wyjeździe w góry. To chyba jakieś nieporozumienie… – odpowiedziałem pewny swego.

– A mógłbyś do kogoś ze znajomych zatelefonować? – nalegał.

I zatelefonowałem do pani Marioli. Kiedy usłyszałem jej głos, nie musiałem już pytać, wiedziałem, że stało się coś złego.

– Marek nie żyje odpowiedziała płacząc.

Jesienią spotkałem Profesora – w październiku – w okolicach Poczty Głównej. Nie był skory do rozmowy. Bardzo źle wyglądał. Powiedział tylko, że rzadko wychodzi z domu, by się nie zaziębić, zapowiedział też relację ze swej wakacyjnej wędrówki na Kresy jak tylko lepiej się poczuje. I rozstaliśmy się, ja spiesząc do pracy, on po przesyłkę pocztową… Naszym ostatnim miejscem spotkania był Wawel. 6 listopada otwierano wystawę prezentującą dzieło i żmudny proces restaurowania „Lucas Cranach st. – Chrystus błogosławiący dzieci”. Wszedłem do Sali, w której odbywała się część oficjalna i jakże się ucieszyłem widząc siedzącego na krześle Profesora. Trochę ponarzekał na zdrowie, ale był dobrej myśli, że wszystko się ustabilizuje i wróci do normy. Nie nagadaliśmy się, bo wokół było przecież mnóstwo znajomych Profesora, a poza tym prof. Jan Ostrowski – dyrektor Zbiorów Sztuki na Wawelu rozpoczynał powitania przybyłych gości. Jedno mnie zaniepokoiło, że Prof. Marek Eminowicz był chyba jedyną osobą siedzącą podczas wernisażu… Wawel był miejscem kilku naszych spotkań… Kiedyś szliśmy razem – w lipcu 2010 r. – na uroczystości związane rocznicą bitwy pod Grunwaldem, wówczas na dziedzińcu wawelskim spotkali się prezydenci Litwy – Dalia Grybauskaite – i Polski – Bronisław Komorowski.

Jakże pięknie napisał o Profesorze jego przyjaciel ks. Tadeusz Isakowicz –Zaleski:
„Przedwczoraj w Krakowie zmarł Marek Eminowicz, polski Ormianin, w czasach stalinowskich jeden z najmłodszych więźniów politycznych. Do historii krakowskiej oświaty przeszedł jako charyzmatyczny nauczyciel historii. W duchu patriotycznym potrafił wykształcić całe pokolenia młodych osób. Udało się Mu także zarazić wychowywaną przez siebie młodzież pasją podróżniczą, organizując niezliczone wyprawy zagraniczne. Był prawdziwym nauczycielem z powołania. W ostatnim czasie bolał nad tym, co dzieje się z krakowskimi szkołami. Brak odpowiedniego zrozumienia dla ich sytuacji ze strony włodarzy miasta owocuje sukcesywnym wypadaniem wielu liceów krakowskich z rankingu najlepszych szkół średnich oraz postępującą likwidacją krakowskich gimnazjów i szkół podstawowych. W tych dniach protestują przeciwko temu rodzice, w tym również wychowankowie Marka Eminowicza. Taki stan szkół jest w Krakowie ponurym paradoksem, zważywszy, że jest to miasto bądź co bądź uniwersyteckie, którego prezydentem jest profesor. Szkoda, że osoby pokroju zmarłego nauczyciela historii nie są u władzy w samorządach krakowskim i małopolskim. Wielka szkoda.”

Wielka szkoda. Możemy tylko pocieszać się, iż uczniowie Profesora będą kontynuować Jego patriotyczne przesłanie.

opublikował: janusz
Spis aktualności

Strona 1 z 3  > >>

cze 11, 2017

(Szkic mojego wystąpienia w Stalowej Woli)

Serdecznie witam wszystkich Państwa, tych co mają korzenie kresowe i tych, którzy przyszli, by spotkać się z historią i kulturą kresów. Przyszli, bowiem zainteresował ich temat dzisiejszych spotkań.

W imieniu Oddziału Krakowskiego TMLiKPW serdecznie i gorąco pozdrawiam Państwa! Wybierał się do Stalowej Woli nasz prezes, Adam Guyrkowich, który wiele lat zawodowo spędził w Waszym pięknym mieście. Nie pozwoliło mu jednak zdrowie…

Bardzo dziękuje za zaproszenie. Dla mnie to prawdziwy zaszczyt i wyróżnienie, że mogłem stanąć przed Państwem po to, by dać świadectwo kresowe. Podzielić się z Państwem swymi refleksjami na tematy lwowskie, tematy kresowe.

Muszę się też przed państwem usprawiedliwić, bowiem nie urodziłem się we Lwowie, ani na Kresach. Moi rodzice pochodzą z okolic Stalowej Woli, a jak może niektórzy wiedzą jestem Rozwadowianinem. Tematy Kresowe, lwowskie były mi całkiem obce. Nie dlatego, że się nie interesowałem historią. Po prostu w tamtych czasach się o tym nie mówiło. Często dla bezpieczeństwa własnego i rodziny.

opublikował: janusz
kwi 14, 2017

Zasiedziałem się w Śródmiejskim Ośrodku Kultury. Czas zatem na zmiany w moim zawodowym życiu, zanim dopadnie mnie emerytalny zastój. Nie chcem, ale muszem… Spędziłem z Państwem oraz całym zespołem pracowników ŚOK ponad 25 lat. Pięknie dziękuję Wam, że byliście ze mną, uczestnicząc w spotkaniach, koncertach, spektaklach, nie szczędziliście pochwał ale i – wprawdzie z rzadka – słów krytyki, jeśli na nie zasłużyliśmy.

Wszystkim Koleżankom i Kolegom – pracownikom merytorycznym, administracyjnym, księgowym i technicznym, twórcom i artystom, animatorom kultury współpracującym z nami, kłaniam się nisko za owe ćwierćwiecze!

opublikował: janusz
mar 25, 2017

Katechetyczne wspomnienie

W klasztorze ojców kapucynów w Sędziszowie Małopolskim 29 stycznia 2017 r. zmarł w wieku 84 lat (67 lat w stanie zakonnym, 60 lat w stanie kapłańskim i 22 lata w stanie biskupim) emerytowany biskup o. Stanisław Padewski. W moich rozwadowskich czasach, gdy byłem uczniem Liceum Ogólnokształcącego Stalowej Woli, był moim katechetą. Wtedy, w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych XX w., wieczorami, po lekcjach chodziliśmy do klasztoru na spotkania z o. Stanisławem. Był wtedy albo gwardianem konwentu kapucynów albo proboszczem nowej parafii obejmującej południową część dawnego Rozwadowa i północną część Stalowej Woli. Wtedy granice Rozwadowa i Stalowej Woli były jeszcze wyraziste, choć już pomału się zamazywały. Pierwszym ich symptomem było pojawienie się na dworcu kolejowym nazwy Stalowa Wola – Rozwadów. Klasztorem w tamtych czasach rządził duet o. Stanisław Padewski i o. Edmund Haracz. Przez kilka kadencji, jedna trwała cztery lata, księża trwali w Rozwadowie wymieniając się stanowiskami, ale przy tym niesamowicie dużo zdziałali, w niełatwych warunkach realizmu socjalistycznego, dla rozwadowskiego klasztoru.

opublikował: janusz
sty 9, 2017

Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok, to czas, na który chyba wszyscy najbardziej czekamy – oczywiście po zakończeniu wakacji. Motywacji związanych z tym wyczekiwaniem jest wiele. Naturalnie te religijne dla wielu najważniejsze. Dla innych jednak ferie zimowe, trochę czasu wolniejszego od pracy, zabawy sylwestrowe, i w końcu chyba najważniejsze, że pomału, pomalutku dzień zaczyna się wydłużać… Wszak na Nowy Rok przybywa dnia na barani skok – tak mówi stare przysłowie. Kto je dzisiaj pamięta?

Trzej Królowie na rynku w Rozwadowie, rys. Lena Wojtal (2016 r.)

opublikował: janusz
sty 6, 2017
Zostałem upomniany przez wierną fankę mojej strony internetowej, że się strasznie zaniedbałem. Obiecałem poprawę. Zatem na początek, by tradycji stało się zadość, wszystkim, którzy tu zaglądną, składam najpiękniejsze życzenia z okazji Nowego Roku! Niech się Wam szczęści!
Z dzieciństwa pamiętam kolędników, którzy w pierwszym Dniu Nowego Roku wędrowali od domu do domu recytując zabawne życzenia, w które ludzie wierzyli. Kolędnika trzeba było należycie przyjąć. Tym bardziej, że był to mężczyzna, a nie daj Boże, do domu jako pierwsza przyszła kobieta... Nieszczęście na cały rok! A oto ta wierszowanka życzeniowa:
Na szczynści, na zdrowi, na tyn Nowy Rok,
Żebyście byli zdrowi, weseli,
jako w niebie anieli.
Żeby się wam darzyło, kopiło, snopiło
Do stodoły dyszlem obróciło...
Żebyście mieli wszystkiego dości,
jak na tej połaźnicy ości,
Żebyście mieli pełne obory,
pełne pudła,
Żeby wam gospodyni u pieca nie schudła...
opublikował: janusz
wrz 22, 2015
Pierwsza była lektura książki Melchiora Wańkowicza „Hubalczycy”, zdobyta „po znajomości”  w zaprzyjaźnionej księgarni. Książka zatytułowana „Dwie prawdy” zawierała opowieści o Majorze Hubalu i obronie Westerplatte. Dopiero później obejrzałem film „Hubal” w reżyserii Bogdana Poręby w Ryszardem Filipskim w roli głównej. Autorem scenariusza był znany pisarz Jan Józef Szczepański, który nie godząc się na zmiany dokonane w scenariuszu, wycofał się ze współautorstwa filmu. To jednak wystarczyło, by legenda Hubala utrwaliła się na stałe w świadomości Polaków. Postać Hubala przypominała też na kartach swych książek Aleksandra Ziółkowska-Boehm, która już w latach 80-tych XX w. opublikowała opowieść „Z miejsca na miejsce. W cieniu legendy Hubala”, a w ostatnich latach przypominała go w książkach „Dwór w Kraśnicy i Hubalowy Demon”  (2009) i „Lepszy dzień nie przyszedł już” (2012).

Jednak tak prawdziwie, z niesamowitą dokładnością i rzetelnością, postać mjr Henryka Dobrzańskiego przybliżona została przez młodego historyka Łukasza Ksytę – rocznik 1983, który opublikował książkę „Major Hubal. Historia prawdziwa” (Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2014).

opublikował: janusz
sie 24, 2015
Lenka, już nie taka mała, skończyła właśnie cztery lata. Urodziny trwają, bo oprócz odwiedzin i życzeń od najbliższej rodziny w rocznicę urodzin, po wakacjach, jak wrócą do domów z wojaży już wszystkie koleżanki, i oczywiście Dawid, zapowiedziane jest wielkie "kulkowe" party! Życzę więc Lence nie tylko ciekawych prezentów, ale pięknej i szalonej zabawy! No i tradycyjne Sto lat śpiewam, a ze mną cały chór kanarków, wróbli a nawet zaskoczonych papug! A ten piękny portret namalowała Monika Kozera, za co jej bardzo i serdecznie dziękujemy (piszę to także w imieniu sportretowanej...)
opublikował: janusz
cze 23, 2015

W Galerii Pryzmat ZPAP Okręg Krakowski (ul. Łobzowska 3) otwarto wczoraj (22 czerwca 2015 r.) wystawę zatytułowaną „Adam Macedoński do kwadratu. Rysunki z lat 1955-2015”. Kuratorem i aranżerem wystawy jest Andrzej Dawidowicz.

opublikował: janusz
cze 21, 2015

20 czerwca w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie, urodzony we Lwowie Adam Zagajewski, poeta i eseista, obchodził 70-te urodziny.

 

 

 

opublikował: janusz
cze 21, 2015
Polska Izba Książki i Polskie Stronnictwo Ludowe do końca chcą "uwalić" rozchwiany rynek książki ustawą, która ma ujednolicić cenę książki. Oznacza to, że przez rok za książkę w każdej księgarni (internetowej też) trzeba będzie zapłacić cenę wydrukowaną na okładce przez wydawcę (czyli zero jakichkolwiek rabatów - czytaj obniżania ceny).
opublikował: janusz
cze 16, 2015

15 czerwca 215 r. w Polskiej Akademii Umiejętności odbyło się posiedzenie w ramach Wydziału II Historyczno-Filozoficznego PAU, podczas którego dr Karolina Grodziska – dyrektor Biblioteki PAU i PAN –  przedstawiła referat zatytułowany „Michalina Grekowicz-Hausnerowa. Lwowska dziennikarka i pamiętnikarka”.

 

opublikował: janusz
cze 11, 2015

10 czerwca zmarł prof. Michał Rożek. Zdecydowanie za wcześnie, wszak tyle jeszcze miał do opowiedzenia nam – czytelnikom jego książek – o Krakowie, jego dziejach i ludziach. Niebawem ukaże się nowa jego książka „Przewodnik Pielgrzyma po sanktuariach i kościołach Krakowa, Wieliczki i okolic”. (Fot. Włodzimierz Płaneta)

opublikował: janusz
cze 2, 2015

30 maja w Polskiej Akademii Umiejętności odbyła się konferencja „Genocidium – zdarzało się tyle razy, najpierw wobec Ormian”. W konferencji uczestniczył ambasador Armenii w Polsce Edgar Ghazaryan. Uczestnicy wysłuchali referatu prof. Raymonda Kévorkiana z Paryża zatytułowanego Ludobójstwo Ormian w Imperium Osmańskim oraz dyskusji panelowej na temat Kulturowe konsekwencje ludobójstwa Ormian w aspekcie historycznym i współczesnym, w którym uczestniczyli: dr Renata Król-Mazur (Kraków), dr Dorota Ziętek (Kraków), dr hab. Andrzej A. Zięba (Kraków), dr Jakub Osiecki (Kraków), Konrad Siekierski (Warszawa). Konferencji towarzyszyły wystawy: „Vivat Armenia!” – w Pałacu Sztuki, na której zaprezentowano prace artystów ormiańskich tworzących w Polsce; w Muzeum UJ – wystawa fotografii Konrada Siekierskiego „Wśród gór Małego Kaukazu: zapomniany świat Ormian katolików”.

opublikował: janusz
lis 19, 2014

Jak słychać w krakowskich kawiarniach, nie tylko na A-B, nie wszyscy w naszym mieście wiedzą kim jest i co napisała Ewa Lipska. Podczas spotkania jednego z poważniejszych gremiów, jedna z  wysoko utytułowanych osób miała zapytać kto to jest Ewa Lipska i co ona właściwie napisała?…  Śmiem zatem poinformować dostojnych niedoinformowanych (czyżby już ofiary nieudolnych reform edukacji aż tak wysoko zaszły?), iż Ewa Lipska jest jedną z najwybitniejszych współczesnych poetek polskich. Od urodzenia mieszka w naszym mieście, Krakowie. Tu skończyła szkoły i zaczęła pisać wiersze. Wydała ponad trzydzieści (sic!) tomów wierszy, które przetłumaczone zostały na ponad 40 różnych języków. Od lat sławi też imię Krakowa na całym świecie uczestnicząc w festiwalach, stypendiach twórczych, czy otrzymując prestiżowe nagrody literackie. W ostatnim czasie uhonorowana została choćby Literacką Nagrodą Gdynia w 2011 r. za tomik pt. Pogłos, a w 2012 r. została doktorem honoris causa Uniwersytetu im. Jana Kochanowskiego w Kielcach. Jest też członkiem polskiego i austriackiego PEN Clubu, członkiem założycielem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich a także członkiem Polskiej Akademii Umiejętności. Z wyrazami – czasem malejącego szacunku…

opublikował: janusz
paź 19, 2014

No wreszcie stało się! Kraków ma swe Centrum Kongresowe ICE! Na specjalne zamówienie władz miasta Zbigniew Preisner napisał utwór muzyczny „2014. Tu i teraz”, który miał być wykonany przez naszą znamienitą Sinfoniettę Cracovia. Libretto napisała  jedna z najważniejszych polskich poetek – Krakowianka – Ewa Lipska. 16. października otwarto podwoje ICE! Krakowska publiczność, zachwycając się maestrią krakowskiego architekta Krzysztofa Ingardena zapełniła salę czekając na widowisko. Pewnie się nie zawiedli, miało być wprawdzie wykwintnie, a wyszło jak to u nas… Nie zagrała orkiestra krakowska. Po co się chwalić Sinfoniettą Cracovia, Capellą Cracoviensis, orkiestrą Krakowskiej Filharmonii im. Karola Szymanowskiego, orkiestrą Opery Krakowskiej czy w końcu – nieinstytucjonalną ale krakowską – orkiestrą Akademii Beethovenowskiej!

 

opublikował: janusz
paź 17, 2014
27 czerwca 2014 r. w Muzeum Regionalnym w Stalowej Woli odbyła się uroczysta konferencja naukowa poświęcona poświęcona dziejom Rozwadowa, a dedykowana ks. prof. Wilhelmowi Gaj-Piotrowskiemu z okazji 90-tych urodzin. Wśród wielu znamienitych prelegentów - prof. Andrzej Ciołkosz, prof. Kazimierz Kuczman, ks. prof. Bogdan Stanaszek, Piotr Garbacz, Anna Garanty, Marek A. Stańkowski - znalazło się także moje wystąpienie poświęcone badaniom archeologicznym w Rozwadowie i okolicach na przestrzeni XIX i XX w. Wśród publiczności, która licznie zawitała do muzeum, miałem przyjemość i zaszczyt spotkać wielu swych znajomych z czasów szkolnych. Wśród obecnych była znana rozwadowska polonistka, nauczycielka - co się zowie! - Pani Stanisława Paterek. Chciałem podziękować Jej za to, że pracowała nade mną przez kilka dobrych lat w Szkole Podstawowej w Rozwadowie. Fakt, iż spotkaliśmy się przy takiej okazji świadczy, iż nie była to całkiem nadaremna praca. Ponieważ nie uczyniłem tego podczas konferencji - stres i trema, czynię to w tym miejscu, z nadzieją, że słowa mych podziękowań dotrą do mojej Pani Profesor!
Poniżej zamieszczam tekst swego wystąpienia, które będzie znacznie różniło się od wersji drukowanej.
opublikował: janusz
cze 29, 2014

Wędrówka z książką po moim Rozwadowie…

Nakładem Muzeum Regionalne w Stalowej Woli okazał przewodnik po dawnym Rozwadowie. Bardzo ciekawa lektura ilustrowana czarno-białymi fotografiami. Wszystko zatem utrzymane w klimacie czegoś, co minęło, do czego powrotu nie będzie. Zaprezentowano chyba wszystkie najważniejsze miejsca, które odegrały istotną rolę w dziejach Rozwadowa. Idea przewodnika jest dwutorowa. Dla młodzieży, turystów i przybyszy z innych miejsc, przewodnik ma znamiona inforacyjno-turystyczne. Dla mnie, i innych Rozwadowian, jest prawdziwie sentymentalną podróżą w przeszłość.
opublikował: janusz
cze 22, 2014
Miejsce zdarzenia - hotel Hutnik w Stalowej Woli. Data - 20 czerwca 2014 r. Okazją był jubileusz... 40 lat temu, mniej więcej w tym samym okresie i tym miejscu odbył się nasz komers - bal maturzystów klasy I A z Liceum Ogólnokształcącego nr 44 im. Komisji Edukacji Narodowej. Byliśmy szczęśliwi, że już po maturze i zestresowani, bo czekały nas egzaminy na wyższe uczelnie. A wtedy – za naszych czasów (jak to brzmi!...) – nie było lekko. Takie egzaminy to kolejna matura, którą trzeba było przejść w zupełnie nowym, obcym miejscu, stanąć twarzą w twarz przed nowymi i nieznanymi ludźmi... A jak się nie dostałeś, a byłeś chłopakiem, to już czekali na ciebie w jednostkach Ludowego Wojska Polskiego. Służba wojskowa trwała dwa lata... Jeśli ktoś wpadł w te tryby, nie często potrafił stanąć na nogi... Tak więc walczyło się nie tylko o przyjęcie na studia, ale także o to, by nie stracić czasu w wojsku…
opublikował: janusz
maj 25, 2014
Sarajewo w sierpniu 2011 r. nie różniło się chyba niczym od innych miast na Półwyspie Bałkańskim. Urokliwe uliczki pełne sklepików przepełnionych egzotycznymi dla nas towarami, różnojęzyczny gwar, przemieszane zapachy kuchni bałkańskiej i kawy, a w tle pełzająca tęskna melodia przerywana głośnym nawoływaniem do modlitwy przez muezina z głośników umieszczonych na minaretach i słońce, słońce, słońce… Ile radości sprawia wędrówka po Sarajewie, w którym, nolens volens, spotkały się różne kultury i religie przez wieki żyjące obok siebie… Przechodzę obok wypełnionego po brzegi meczetu Gazi Husrew-bega. Nieopodal katedra rzymsko-katolicka Serca Jezusowego – zamknięta na cztery spusty – u nas o tej porze trwają wieczorne nabożeństwa. Na schodach młodzi ludzie popijają piwo, śmieją się radośnie. Cerkiew prawosławna, którą napotykamy po drodze też już zamknięta. Wokół gwar, muzyka, radosne śmiechy. Sarajewo tętni życiem!
opublikował: janusz
kwi 16, 2014
A zatem Wielkanoc! Takie życzenia otrzymałem od Majki i Lenki z rodzicami, z Częstochowy. Dziękuję! Ponieważ są piękne przesyłam je do wszystkich Przyjaciół i znajomych. Niech im też czas świąteczny minie w spokoju i radości! Wesołego Alleluja!
opublikował: janusz
element-23
powered by:marklar-net.pl(external link)
element-24