element-01
element-02
element-04
element-05
element-06
element-07
element-08
element-09
element-11
element-13
element-15
element-17
element-19
element-21
nawigacja: Strona główna » Aktualności
czerwiec 11, 2017

1. Dzień Kresowy w Stalowej Woli 10.06.2017 r.


Serdecznie witam wszystkich Państwa, tych co mają korzenie kresowe i tych, którzy przyszli, by spotkać się z historią i kulturą kresów. Przyszli, bowiem zainteresował ich temat dzisiejszych spotkań.

W imieniu Oddziału Krakowskiego TMLiKPW serdecznie i gorąco pozdrawiam Państwa! Wybierał się do Stalowej Woli nasz prezes, Adam Guyrkowich, który wiele lat zawodowo spędził w Waszym pięknym mieście. Nie pozwoliło mu jednak zdrowie…

Bardzo dziękuje za zaproszenie. Dla mnie to prawdziwy zaszczyt i wyróżnienie, że mogłem stanąć przed Państwem po to, by dać świadectwo kresowe. Podzielić się z Państwem swymi refleksjami na tematy lwowskie, tematy kresowe.

Muszę się też przed państwem usprawiedliwić, bowiem nie urodziłem się we Lwowie, ani na Kresach. Moi rodzice pochodzą z okolic Stalowej Woli, a jak może niektórzy wiedzą jestem Rozwadowianinem. Tematy Kresowe, lwowskie były mi całkiem obce. Nie dlatego, że się nie interesowałem historią. Po prostu w tamtych czasach się o tym nie mówiło. Często dla bezpieczeństwa własnego i rodziny.

Przyznam się, że długo nie wiedziałem, że Kresy są jednak bliskie w naszej rodzinie. W naszym rozwadowskim mieszkaniu, wśród starych zdjęć była jedna, pożółkła fotografia, bardzo tajemnicza… Przedstawiała makietę jakiegoś nieznanego mi założenia architektonicznego. To była makieta Cmentarza Obrońców Lwowa. Niewiele mi to mówiło, do tej wiedzy musiałem jakiś czas dojrzewać. Po II wojnie światowej do Charzewic zjechała rodzina ze Lwowa i z Kołomyi. Może niektórzy pamiętają Mieczysława Moskala, który zdaje się prezesował TML-owi w Stalowej Woli. To bliski kuzyn mojej mamy. Mój dziadek, który był maszynistą na kolei, kursy kończył we Lwowie. Moja mama przechodziła trudną na tamte czasy operację chirurgiczną we Lwowie. A ja miałem powtarzający się sen… Śniła mi się dziwna góra, ani na nią się nie wspinałem, ani z niej spadałem. Po prostu ukazywała mi się w swym majestacie… Pewnego dnia podczas wędrówek po Lwowie i okolicach dotarłem do Piaskowej Góry. To był krajobraz znany mi ze snów… Od tamtego czasu, sen nie powraca…

Drodzy Państwo stało się w końcu tak, że Lwów i Kresy, stały się ważnymi pozycjami w moim życiu. Od 1995 roku jestem związany z pismem poświęconym Kresom Cracovia Leopolis, a od tego roku jego redaktorem naczelnym. Celem pisma jest ochrona pamięci i popularyzacja tematyki kresowej. Chcemy docierać nie tylko do środowisk kresowych związanych z TMLiKPW, ale do młodzieży. To nie jest proste zadanie. Spotykając się czasem z kresowianami, zadaję im pytanie. Kochani, gdzie są wasze dzieci, wasze wnuki?

Nie chcę zabierać czasu swymi opowieściami, bo przed Wami wspaniały występ znamienitego aktora Wojciecha Habeli. Zanim jednak oddam głos panu Wojciechowi, chciałbym jeszcze w paru słowach przywołać kilka postaci związanych pośrednio czy bezpośrednio z naszym regionem stalowowolskim, które wywodziły się z Kresów.

Rozwadowianie z mego pokolenia powinni ją pamiętać. Była kierowniczką przedszkola w Rozwadowie. Pani Jadwiga Tarnawska, miła i ciepła osoba. Po 1945 r. osiadła z rodziną w Rozwadowie. Drogę ze Stryja do Rozwadowa odbyła w bydlęcym wagonie, a jechali cały tydzień! Wybrali Rozwadów, bowiem w tej okolicy mieszkali już przedstawiciele jej rodziny. Kto z nas nie czytał Koziołka Matołka? Kto nie zna Szatana z siódmej klasy? Autor? Wujek pani Jadwigi – Kornel Makuszyński! Jej mama Helena Górzycka była siostrą Kornela Makuszyńskiego. Jak opowiadała redaktorowi Cezaremu Kassakowi, ostatni raz widziała go w Stryju w 1938 r. na pogrzebie jego matki Julii z Ogonowskich Makuszyńskiej. W kondukcie pogrzebowym szła obok niego. Niestety, po wojnie już się nie spotkali.

Pewnie już nie ma ludzi, którzy pamiętają bł. o. Serafina Kaszubę. Gdy wejdziecie do kościoła klasztoru oo. Kapucynów w Rozwadowie, natkniecie się na tablicę pamiątkową poświęconą temu nieustraszonemu kapłanowi „Włóczędze Bożemu”. Urodził się w 1910 r. we Lwowie, na Zamarstynowie. Zmarł w 1977 r. też we Lwowie. Dlaczego o nim mówię w kontekście Rozwadowa? Przed wojną uczył w gimnazjum kapucyńskim języka polskiego. Jego uczniem był m.in. ks. prof. Wilhelm Gaj-Piotrowski. W Rozwadowie, a później w Stalowej Woli zamieszkała jego najbliższa rodzina – ojciec Karol (zmarł w 1963 r.) i siostra Maria (zmarła w 1968 r.). To na jej pogrzeb chciał przyjechać do Polski i sowieci go nie wypuścili. A przecież, gdyby tylko wykazał wolę opuszczenia Związku Radzieckiego, to oni chętnie by się go pozbyli. Ale kiedy mogli mu dokuczyć, wbić mu jeszcze jedną bolesną szpilę, czynili to chętnie. Przyjechał do Polski już po pogrzebie siostry, schorowany na gruźlicę, wyczerpany. Dał się namówić na leczenie, na odpoczynek. Doszedł nieco do siebie. W 1970 roku dotarła do niego wysłanniczka z Kazachstanu z błagalnymi prośbami, by wracał do nich. Nikt ani nic nie było w stanie go zatrzymać. Zmarł w 1977 r. we Lwowie. Pochowany został na Cmentarzu Janowskim. Kiedy został uznany za błogosławionego, jego doczesne szczątki przeniesione zostały do klasztoru kapucynów w Winnicy.

Jednym ze sprawców rozpoczęcia procesu kanonizacyjnego o. Serafina Kaszuby był inny kapucyn dobrze znany Rozwadowianom, którzy żyli w przyjaźni z klasztorem kapucyńskim. O. Hieronim Warachim. W 2011 roku zmarł w Sędziszowie Małopolskim. Autor wielu książek m.in. wspomnieniowych oraz biografii o. Serafina Kaszuby. O. Hieronim Warachim to jeden z bohaterów mojej książki „Rozmowy o Kresach i nie tylko”. 3 września 1939 r. otrzymał święcenia kapłańskie w Krakowie i został skierowany do Lwowa. Dotarł tam odwiedzając po drodze Rozwadów. Był kapelanem AK i gdyby nie to, że został skierowany w 1944 r. przez władze zakonu do klasztoru w Sędziszowie Małopolskim, kto wie, czy nie podzieliłby losu żołnierzy AK, m.in. z Akcji Burza ze Lwowa, zatrzymanych przez sowietów i umieszczonych w obozie w Trzebusce koło Sokołowa Małopolskiego. Część z nich została rozstrzelana, część wywieziona na Syberię.

Spadkobiercą ich pracy duszpasterskiej był doskonale znany rozwadowianom o. Stanisław Padewski. Urodził się w 1932 r. w Hucie Nowej koło Buczacza. W 1945 r. jego rodzina osiedlona została w wyniku ekspatriacji w Nowej Soli na Dolnym Śląsku. Mimo zaangażowania w pracę duszpasterską na terenie całej Polski, nigdy nie zapomniał o swej rodzinnej miejscowości. Odwiedzał republikę ukraińską ZSRR już w latach 80-tych. I choć nie miał prawa prowadzić tam pracy duszpasterskiej, wspomagał pracujących tam księży nielegalnie. Bez zezwoleń poruszał się po różnych miejscowościach, narażając się na nieprzyjemności i kłopoty, które mogły zakończyć się deportacją. Od 1988 r. przeniósł się tam na stałe. W 1995 r. Jan Paweł II mianował go biskupem pomocniczym diecezji kamienieckiej, w 1998 r. został biskupem pomocniczym we Lwowie, a w 2002 r. został biskupem diecezji Charkowa i Zaporoża. Zmarł w styczniu tego roku w Sędziszowie Małopolskim.

Ileż to jeszcze osób z Rozwadowa miało kresowe korzenie? Cukiernik Dominik słynący na całą okolicę z lodów i kremówek, państwo Woźniaccy prowadzący warzywniak w Rozwadowie z najlepszą kapustą kiszoną, państwo Kuligowscy – moi sąsiedzi, doktor Szanek i jego małżonka… Opracowanie takiego materiału historycznego byłoby ciekawym tematem pracy licencjackiej, a może nawet magisterskiej…

Wspominałem o kwartalniku Cracovia Leopolis…

Współpraca z tym pismem pozwoliła mi na wejście w tematykę kresową nie tylko historyczną. Przez lata przeprowadzałem rozmowy z ludźmi pochodzącymi z Kresów żyjącymi problemami Kresów. Efektem tych wywiadów są dwie książki. Pierwsza „Rozmowy o Kresach i nie tylko” a druga to „Wczoraj i dziś. Polacy na Kresach”.

Kilka słów powiem o tej drugiej książce, którą udało się wydać przed paroma laty. Zawiera 23 rozmowy przeprowadzone w różnych okresach. Kiedy przygotowywałem książkę do druku, starałem się te rozmowy uaktualnić. Nie we wszystkich przypadkach miałem takie możliwości, bo niektórzy moi rozmówcy odeszli z tego świata. Inne nie wymagały też zbyt wielu uzupełnień. Rozmowy nie zestarzały się. Do opublikowania książek namawiała mnie pani Aleksandra Ziółkowska Boehm, która odwiedza zawsze ze swymi nowymi książkami Stalową Wolę. Zawsze miło opowiada o naszym mieście. Powiem krótko o kilku wybranych, dla mnie najważniejszych rozmowach znajdujących się w tej książce.

Jako pierwszą muszę wymienić rozmowę z prof. Stanisławem Nicieją. Był dzisiaj gościem Państwa. Nasza rozmowa w pośredni sposób dotyka Kresów, bowiem profesor opowiada o swych naukowych poszukiwaniach jakie prowadził podczas stypendialnego pobytu w Londynie, gdzie jednak obracał się w środowiskach Kresowian. Kiedy ostatnio pan profesor był w Krakowie, opowiadał o Zadwórzu. A to dlatego, że z końcem maja Narodowy Bank Polski wprowadził do obiegu okolicznościową monetę inaugurującą serię monet „Termopile Polskie”. Jako pierwsza ukazała się moneta poświęcona bitwie pod Zadwórzem z sierpnia 1920. Na monecie zobaczymy popiersie Konstantego Zarugiewicza, który zginął w tej bitwie. Jego ciało nie zostało zidentyfikowane. Matka bohatera spod Zadwórza, pani Jadwiga Zarugiewiczowa była tą osobą, która wskazała trumnę z nieznanym żołnierzem, Obrońcy Lwowa, którego szczątki zostały pochowane w Warszawie. Od 1926 r. oddają mu hołd wszyscy wielcy tego świata odwiedzający Warszawę. W Krakowie, dzięki zgodzie pana profesora wydaliśmy niewielką broszurkę poświęconą Zadwórzu w serii Biblioteki Cracovia Leopolis. Cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem.

Dzisiaj nie tak często mówi się o tym, że tematyka kresowa oficjalnie zaistniała dzięki prof. Niciei. To on w latach 80-tych buszował po Lwowie, napisał i opublikował książkę, która dała w Polsce zielone światło tematom kresowym.

Do ważnych rozmówców zaliczam Mariusza Olbromskiego – od jakiegoś czasu dyrektor Muzeum im. Marii i Jarosława Iwaszkiewiczów, a wcześniej przez lata był dyrektorem Muzeum Narodowego w Przemyślu. Ten nowy i chyba piękny, a na pewno nowoczesny gmach muzeum przemyskiego został wybudowany właśnie przez Mariusza Olbromskiego, poetę i eseistę poświęcającego swój wolny czas i pióro Kresom. Od ponad 20-tu lat wraz z żoną organizują w Krzemieńcu literackie konferencje naukowe oraz plenery malarskie i fotograficzne. Wszak Krzemieniec to miasto Juliusza Słowackiego! To magiczne miejsca, a i magii nie brakuje! Uczestniczyłem w dwóch konferencjach. Jedna zapadła mi szczególnie w pamięci. Konferencja odbywała się przy podłużnym stole w salach dawnego liceum krzemienieckiego. Słuchaliśmy wykładu profesora ukraińskiego młodego pokolenia z Kijowa. Obok niego było wolne krzesło. Profesor tonem nie znoszącym sprzeciwu zastanawiał się nad ukraińskością Słowackiego, który musiał znać przecież język ukraiński i nie wiadomo dlaczego pisał po polsku… Gdy skończył swe wywody i zapadła cisza, na puste krzesło wskoczył kot… Jakby duch wieszcza chciał polemizować albo zaprotestować przeciw stawianym przez ukraińskiego naukowca tezom

Bardzo cenię sobie rozmowę z prof. Januszem Smazą z Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. To niezwykły człowiek żyjący w przestrzeni między Kresami a Warszawą. Do tego należałoby dorzucić jeszcze kilka innych miejsc związanych z Polakami rozsianych po świecie, których dotknęła konserwatorska ręka profesora. Profesora poznałem w 2000 roku, podczas wizyty na Cmentarzu Orląt Lwowskich. Wtedy też spotkaliśmy Andrzeja Przewoźnika i to on poznał nas ze Smazą. Profesor akurat ciężko pracował w roboczym kombinezonie przy kamieniarce. Dzięki niemu dowiedziałem się, że konserwatorzy już tak mają, że szkiełko i pędzelek przy obrazach, ale nie przy kamieniarce. Kilka lat temu wędrowałem po Kresach m.in. z Januszem Smazą. W Kamieńcu Podolskim mieszkaliśmy w klasztorze dominikańskim, który zajmują paulini. Oglądaliśmy miejsca już odnowione i te, które czekają na swoją kolejkę. To wszystko to dzieło Janusza Smazy. Powiedział, że w tym miejscu wystarczy mu pracy do końca życia.

Nie mogę pominąć rozmowy z Barbarą Wachowicz, która w swych książkach opowiada historię naszej kultury życiorysami Wielkich Polaków – Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Tadeusza Kościuszki, Fryderyka Chopina, druha Aleksandra Kamińskiego „Kamyka”. W naszej rozmowie opowiada o Lwowie i powstaniu harcerstwa polskiego we Lwowie, o jego twórcach Aleksandrze i Andrzeju Małkowskich. To z tego miasta rozprzestrzeniał się ruch skautowski do innych ośrodków. W Krakowie jednym z głównych jego promotorów był prof. Stanisław Pigoń – wydawca dzieł Aleksandra Fredry. O prof. Pigoniu opowiada pani Krystyna Czajkowska w wywiadzie poświęconym jej wizycie we Lwowie w latach 50-tych XX w..

Duży sentyment mam do rozmowy z nieżyjącym już panem Romanem Aslerem. Prawdopodobnie był on ostatnim żyjącym obrońcą Lwowa z 1918 r.

Drodzy Państwo – by już was nie zanudzać… Powtarzam apel prof. Niciei – spisujcie swe wspomnienia. Opisujcie fotografie, by nie stały się anonimowe. Dbajcie o archiwalia i przekazujcie je choćby do waszego wspaniałego muzeum, jeśli nie ma kto się nimi zaopiekować.

 

opublikował: janusz
Spis aktualności

Strona 1 z 3  > >>

kwi 14, 2018

Nie pamiętam, co było na początku… Czy lektura „Zemsty” Aleksandra Fredry, czy może spektakl teatralny w Teatrze Telewizji? Jakkolwiek, potem nastąpił wysyp czytelniczy kolejnych dramatów Fredry, który mnie do łez rozśmieszał. A w ślad za tym, kiedy tylko była okazja, oglądałem inscenizacje jego dzieł. Salony, szpady, lansady – z jednej strony nie szczędził Fredro współczesnym sobie, ośmieszając ich zachowania, poglądy etc. Z drugiej, choć też wyśmiewana, nauka etykiety, zachowania wobec dam czy choćby dbałość o wygląd zewnętrzny.

opublikował: janusz
gru 24, 2017


Przychodzimy, odchodzimy
leciuteńko
na paluszkach…

Tak odszedł niepostrzeżenie ks. prof. Wilhelm Gaj-Piotrowski. Od lat był już w nienajlepszej formie fizycznej. Ale był, trwał… Odwiedzałem go zawsze podczas swych pobytów w Stalowej Woli. Tak miało być też w ostatni weekend Jego z nami obecności. Przyjechałem do Stalowej Woli w sobotę, a odwiedziny były zaplanowane na niedzielę. Tymczasem w sobotę zatelefonował do rodziców pan Marian Głowacki, który był na wieczornej mszy świętej w kościele św. Floriana. Wtedy poinformowano wiernych o śmierci ks. Wilhelma.

opublikował: janusz
wrz 17, 2017
Ukazała się nowa książka prof. Stanisława Grodziskiego zatytułowana "Za trzecim razem. Zapiski uniwersyteckie z lat 1968, '81, 1989". W tamtych latach prof. Stanisław Grodziski pracował na Uniwersytecie Jagiellońskim, sprawując także funkcje administracyjne. Zdając sobie sprawę z doniosłości wydarzeń, które dotyczyły też UJ, prowadził dziennik. Ten z 1968 pisał do szuflady. W tamtych czasach jedynie słuszna siła czuła się mocno. Rok 1981, choć przyniósł stan wojenny, mógł dawać nadzieję na publikację dziennika pod pseudonimem w emigracyjnych bądź podziemnych wydawnictwach. Rok 1989 zamknął epokę socjalizmu w Polsce i przyniósł nowe polityczne rozdanie. Dzięki temu w dzisiejszych czasach także ta książka mogła się ukazać w takim kształcie. To bardzo osobista książka, choć porusza przecież ważne dla Polaków sprawy.
opublikował: janusz
cze 11, 2017

(Szkic mojego wystąpienia w Stalowej Woli)

Serdecznie witam wszystkich Państwa, tych co mają korzenie kresowe i tych, którzy przyszli, by spotkać się z historią i kulturą kresów. Przyszli, bowiem zainteresował ich temat dzisiejszych spotkań.

W imieniu Oddziału Krakowskiego TMLiKPW serdecznie i gorąco pozdrawiam Państwa! Wybierał się do Stalowej Woli nasz prezes, Adam Guyrkowich, który wiele lat zawodowo spędził w Waszym pięknym mieście. Nie pozwoliło mu jednak zdrowie…

Bardzo dziękuje za zaproszenie. Dla mnie to prawdziwy zaszczyt i wyróżnienie, że mogłem stanąć przed Państwem po to, by dać świadectwo kresowe. Podzielić się z Państwem swymi refleksjami na tematy lwowskie, tematy kresowe.

Muszę się też przed państwem usprawiedliwić, bowiem nie urodziłem się we Lwowie, ani na Kresach. Moi rodzice pochodzą z okolic Stalowej Woli, a jak może niektórzy wiedzą jestem Rozwadowianinem. Tematy Kresowe, lwowskie były mi całkiem obce. Nie dlatego, że się nie interesowałem historią. Po prostu w tamtych czasach się o tym nie mówiło. Często dla bezpieczeństwa własnego i rodziny.

opublikował: janusz
kwi 14, 2017

Zasiedziałem się w Śródmiejskim Ośrodku Kultury. Czas zatem na zmiany w moim zawodowym życiu, zanim dopadnie mnie emerytalny zastój. Nie chcem, ale muszem… Spędziłem z Państwem oraz całym zespołem pracowników ŚOK ponad 25 lat. Pięknie dziękuję Wam, że byliście ze mną, uczestnicząc w spotkaniach, koncertach, spektaklach, nie szczędziliście pochwał ale i – wprawdzie z rzadka – słów krytyki, jeśli na nie zasłużyliśmy.

Wszystkim Koleżankom i Kolegom – pracownikom merytorycznym, administracyjnym, księgowym i technicznym, twórcom i artystom, animatorom kultury współpracującym z nami, kłaniam się nisko za owe ćwierćwiecze!

opublikował: janusz
mar 25, 2017

Katechetyczne wspomnienie

W klasztorze ojców kapucynów w Sędziszowie Małopolskim 29 stycznia 2017 r. zmarł w wieku 84 lat (67 lat w stanie zakonnym, 60 lat w stanie kapłańskim i 22 lata w stanie biskupim) emerytowany biskup o. Stanisław Padewski. W moich rozwadowskich czasach, gdy byłem uczniem Liceum Ogólnokształcącego Stalowej Woli, był moim katechetą. Wtedy, w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych XX w., wieczorami, po lekcjach chodziliśmy do klasztoru na spotkania z o. Stanisławem. Był wtedy albo gwardianem konwentu kapucynów albo proboszczem nowej parafii obejmującej południową część dawnego Rozwadowa i północną część Stalowej Woli. Wtedy granice Rozwadowa i Stalowej Woli były jeszcze wyraziste, choć już pomału się zamazywały. Pierwszym ich symptomem było pojawienie się na dworcu kolejowym nazwy Stalowa Wola – Rozwadów. Klasztorem w tamtych czasach rządził duet o. Stanisław Padewski i o. Edmund Haracz. Przez kilka kadencji, jedna trwała cztery lata, księża trwali w Rozwadowie wymieniając się stanowiskami, ale przy tym niesamowicie dużo zdziałali, w niełatwych warunkach realizmu socjalistycznego, dla rozwadowskiego klasztoru.

opublikował: janusz
sty 9, 2017

Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok, to czas, na który chyba wszyscy najbardziej czekamy – oczywiście po zakończeniu wakacji. Motywacji związanych z tym wyczekiwaniem jest wiele. Naturalnie te religijne dla wielu najważniejsze. Dla innych jednak ferie zimowe, trochę czasu wolniejszego od pracy, zabawy sylwestrowe, i w końcu chyba najważniejsze, że pomału, pomalutku dzień zaczyna się wydłużać… Wszak na Nowy Rok przybywa dnia na barani skok – tak mówi stare przysłowie. Kto je dzisiaj pamięta?

Trzej Królowie na rynku w Rozwadowie, rys. Lena Wojtal (2016 r.)

opublikował: janusz
sty 6, 2017
Zostałem upomniany przez wierną fankę mojej strony internetowej, że się strasznie zaniedbałem. Obiecałem poprawę. Zatem na początek, by tradycji stało się zadość, wszystkim, którzy tu zaglądną, składam najpiękniejsze życzenia z okazji Nowego Roku! Niech się Wam szczęści!
Z dzieciństwa pamiętam kolędników, którzy w pierwszym Dniu Nowego Roku wędrowali od domu do domu recytując zabawne życzenia, w które ludzie wierzyli. Kolędnika trzeba było należycie przyjąć. Tym bardziej, że był to mężczyzna, a nie daj Boże, do domu jako pierwsza przyszła kobieta... Nieszczęście na cały rok! A oto ta wierszowanka życzeniowa:
Na szczynści, na zdrowi, na tyn Nowy Rok,
Żebyście byli zdrowi, weseli,
jako w niebie anieli.
Żeby się wam darzyło, kopiło, snopiło
Do stodoły dyszlem obróciło...
Żebyście mieli wszystkiego dości,
jak na tej połaźnicy ości,
Żebyście mieli pełne obory,
pełne pudła,
Żeby wam gospodyni u pieca nie schudła...
opublikował: janusz
wrz 22, 2015
Pierwsza była lektura książki Melchiora Wańkowicza „Hubalczycy”, zdobyta „po znajomości”  w zaprzyjaźnionej księgarni. Książka zatytułowana „Dwie prawdy” zawierała opowieści o Majorze Hubalu i obronie Westerplatte. Dopiero później obejrzałem film „Hubal” w reżyserii Bogdana Poręby w Ryszardem Filipskim w roli głównej. Autorem scenariusza był znany pisarz Jan Józef Szczepański, który nie godząc się na zmiany dokonane w scenariuszu, wycofał się ze współautorstwa filmu. To jednak wystarczyło, by legenda Hubala utrwaliła się na stałe w świadomości Polaków. Postać Hubala przypominała też na kartach swych książek Aleksandra Ziółkowska-Boehm, która już w latach 80-tych XX w. opublikowała opowieść „Z miejsca na miejsce. W cieniu legendy Hubala”, a w ostatnich latach przypominała go w książkach „Dwór w Kraśnicy i Hubalowy Demon”  (2009) i „Lepszy dzień nie przyszedł już” (2012).

Jednak tak prawdziwie, z niesamowitą dokładnością i rzetelnością, postać mjr Henryka Dobrzańskiego przybliżona została przez młodego historyka Łukasza Ksytę – rocznik 1983, który opublikował książkę „Major Hubal. Historia prawdziwa” (Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2014).

opublikował: janusz
sie 24, 2015
Lenka, już nie taka mała, skończyła właśnie cztery lata. Urodziny trwają, bo oprócz odwiedzin i życzeń od najbliższej rodziny w rocznicę urodzin, po wakacjach, jak wrócą do domów z wojaży już wszystkie koleżanki, i oczywiście Dawid, zapowiedziane jest wielkie "kulkowe" party! Życzę więc Lence nie tylko ciekawych prezentów, ale pięknej i szalonej zabawy! No i tradycyjne Sto lat śpiewam, a ze mną cały chór kanarków, wróbli a nawet zaskoczonych papug! A ten piękny portret namalowała Monika Kozera, za co jej bardzo i serdecznie dziękujemy (piszę to także w imieniu sportretowanej...)
opublikował: janusz
cze 23, 2015

W Galerii Pryzmat ZPAP Okręg Krakowski (ul. Łobzowska 3) otwarto wczoraj (22 czerwca 2015 r.) wystawę zatytułowaną „Adam Macedoński do kwadratu. Rysunki z lat 1955-2015”. Kuratorem i aranżerem wystawy jest Andrzej Dawidowicz.

opublikował: janusz
cze 21, 2015

20 czerwca w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie, urodzony we Lwowie Adam Zagajewski, poeta i eseista, obchodził 70-te urodziny.

 

 

 

opublikował: janusz
cze 21, 2015
Polska Izba Książki i Polskie Stronnictwo Ludowe do końca chcą "uwalić" rozchwiany rynek książki ustawą, która ma ujednolicić cenę książki. Oznacza to, że przez rok za książkę w każdej księgarni (internetowej też) trzeba będzie zapłacić cenę wydrukowaną na okładce przez wydawcę (czyli zero jakichkolwiek rabatów - czytaj obniżania ceny).
opublikował: janusz
cze 16, 2015

15 czerwca 215 r. w Polskiej Akademii Umiejętności odbyło się posiedzenie w ramach Wydziału II Historyczno-Filozoficznego PAU, podczas którego dr Karolina Grodziska – dyrektor Biblioteki PAU i PAN –  przedstawiła referat zatytułowany „Michalina Grekowicz-Hausnerowa. Lwowska dziennikarka i pamiętnikarka”.

 

opublikował: janusz
cze 11, 2015

10 czerwca zmarł prof. Michał Rożek. Zdecydowanie za wcześnie, wszak tyle jeszcze miał do opowiedzenia nam – czytelnikom jego książek – o Krakowie, jego dziejach i ludziach. Niebawem ukaże się nowa jego książka „Przewodnik Pielgrzyma po sanktuariach i kościołach Krakowa, Wieliczki i okolic”. (Fot. Włodzimierz Płaneta)

opublikował: janusz
cze 2, 2015

30 maja w Polskiej Akademii Umiejętności odbyła się konferencja „Genocidium – zdarzało się tyle razy, najpierw wobec Ormian”. W konferencji uczestniczył ambasador Armenii w Polsce Edgar Ghazaryan. Uczestnicy wysłuchali referatu prof. Raymonda Kévorkiana z Paryża zatytułowanego Ludobójstwo Ormian w Imperium Osmańskim oraz dyskusji panelowej na temat Kulturowe konsekwencje ludobójstwa Ormian w aspekcie historycznym i współczesnym, w którym uczestniczyli: dr Renata Król-Mazur (Kraków), dr Dorota Ziętek (Kraków), dr hab. Andrzej A. Zięba (Kraków), dr Jakub Osiecki (Kraków), Konrad Siekierski (Warszawa). Konferencji towarzyszyły wystawy: „Vivat Armenia!” – w Pałacu Sztuki, na której zaprezentowano prace artystów ormiańskich tworzących w Polsce; w Muzeum UJ – wystawa fotografii Konrada Siekierskiego „Wśród gór Małego Kaukazu: zapomniany świat Ormian katolików”.

opublikował: janusz
lis 19, 2014

Jak słychać w krakowskich kawiarniach, nie tylko na A-B, nie wszyscy w naszym mieście wiedzą kim jest i co napisała Ewa Lipska. Podczas spotkania jednego z poważniejszych gremiów, jedna z  wysoko utytułowanych osób miała zapytać kto to jest Ewa Lipska i co ona właściwie napisała?…  Śmiem zatem poinformować dostojnych niedoinformowanych (czyżby już ofiary nieudolnych reform edukacji aż tak wysoko zaszły?), iż Ewa Lipska jest jedną z najwybitniejszych współczesnych poetek polskich. Od urodzenia mieszka w naszym mieście, Krakowie. Tu skończyła szkoły i zaczęła pisać wiersze. Wydała ponad trzydzieści (sic!) tomów wierszy, które przetłumaczone zostały na ponad 40 różnych języków. Od lat sławi też imię Krakowa na całym świecie uczestnicząc w festiwalach, stypendiach twórczych, czy otrzymując prestiżowe nagrody literackie. W ostatnim czasie uhonorowana została choćby Literacką Nagrodą Gdynia w 2011 r. za tomik pt. Pogłos, a w 2012 r. została doktorem honoris causa Uniwersytetu im. Jana Kochanowskiego w Kielcach. Jest też członkiem polskiego i austriackiego PEN Clubu, członkiem założycielem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich a także członkiem Polskiej Akademii Umiejętności. Z wyrazami – czasem malejącego szacunku…

opublikował: janusz
paź 19, 2014

No wreszcie stało się! Kraków ma swe Centrum Kongresowe ICE! Na specjalne zamówienie władz miasta Zbigniew Preisner napisał utwór muzyczny „2014. Tu i teraz”, który miał być wykonany przez naszą znamienitą Sinfoniettę Cracovia. Libretto napisała  jedna z najważniejszych polskich poetek – Krakowianka – Ewa Lipska. 16. października otwarto podwoje ICE! Krakowska publiczność, zachwycając się maestrią krakowskiego architekta Krzysztofa Ingardena zapełniła salę czekając na widowisko. Pewnie się nie zawiedli, miało być wprawdzie wykwintnie, a wyszło jak to u nas… Nie zagrała orkiestra krakowska. Po co się chwalić Sinfoniettą Cracovia, Capellą Cracoviensis, orkiestrą Krakowskiej Filharmonii im. Karola Szymanowskiego, orkiestrą Opery Krakowskiej czy w końcu – nieinstytucjonalną ale krakowską – orkiestrą Akademii Beethovenowskiej!

 

opublikował: janusz
paź 17, 2014
27 czerwca 2014 r. w Muzeum Regionalnym w Stalowej Woli odbyła się uroczysta konferencja naukowa poświęcona poświęcona dziejom Rozwadowa, a dedykowana ks. prof. Wilhelmowi Gaj-Piotrowskiemu z okazji 90-tych urodzin. Wśród wielu znamienitych prelegentów - prof. Andrzej Ciołkosz, prof. Kazimierz Kuczman, ks. prof. Bogdan Stanaszek, Piotr Garbacz, Anna Garanty, Marek A. Stańkowski - znalazło się także moje wystąpienie poświęcone badaniom archeologicznym w Rozwadowie i okolicach na przestrzeni XIX i XX w. Wśród publiczności, która licznie zawitała do muzeum, miałem przyjemość i zaszczyt spotkać wielu swych znajomych z czasów szkolnych. Wśród obecnych była znana rozwadowska polonistka, nauczycielka - co się zowie! - Pani Stanisława Paterek. Chciałem podziękować Jej za to, że pracowała nade mną przez kilka dobrych lat w Szkole Podstawowej w Rozwadowie. Fakt, iż spotkaliśmy się przy takiej okazji świadczy, iż nie była to całkiem nadaremna praca. Ponieważ nie uczyniłem tego podczas konferencji - stres i trema, czynię to w tym miejscu, z nadzieją, że słowa mych podziękowań dotrą do mojej Pani Profesor!
Poniżej zamieszczam tekst swego wystąpienia, które będzie znacznie różniło się od wersji drukowanej.
opublikował: janusz
cze 29, 2014

Wędrówka z książką po moim Rozwadowie…

Nakładem Muzeum Regionalne w Stalowej Woli okazał przewodnik po dawnym Rozwadowie. Bardzo ciekawa lektura ilustrowana czarno-białymi fotografiami. Wszystko zatem utrzymane w klimacie czegoś, co minęło, do czego powrotu nie będzie. Zaprezentowano chyba wszystkie najważniejsze miejsca, które odegrały istotną rolę w dziejach Rozwadowa. Idea przewodnika jest dwutorowa. Dla młodzieży, turystów i przybyszy z innych miejsc, przewodnik ma znamiona inforacyjno-turystyczne. Dla mnie, i innych Rozwadowian, jest prawdziwie sentymentalną podróżą w przeszłość.
opublikował: janusz
element-23
powered by:marklar-net.pl(external link)
element-24